niedziela, 5 sierpnia 2012

O minimalizmie - z dobrą wolą

Owszem, sama idea jest pociągająca i bliska mojemu sercu. Nie przywiązywać się do dóbr materialnych, nie otaczać nadmiarem przedmiotów, nie ulegać pokusie gromadzenia. Postawa taka, świadomie pielęgnowana i potwierdzana własnym życiem (nietrudno z ubóstwa robić cnotę i wmawiać tym, którzy są biedni, że tak naprawdę nie potrzebują tych wszystkich rzeczy, których pragną, ale przecież nie o to chodzi), w kulturze europejskiej jest znana od starożytności i nigdy właściwie nie zanikła, choć też nigdy nie była dominująca. Nie jest to więc żadne dziwactwo ani „nowinka” przeszczepiona zza oceanu, gdzie od nadmiaru dóbr ludziom się w głowach poprzewracało. Korzystający z kąpieli słonecznych w beczce Diogenes, który niesłusznie został obwołany patronem starczych zaburzeń osobowości polegających na skrajnym zaniedbaniu i kompulsywnym gromadzeniu odpadków, mógłby z powodzeniem użyczać swego imienia i autorytetu tym właśnie, co dystansują się od powszechnego pędu do posiadania. Bo że za owym pędem kryją się rozmaite braki i poczucie niedosytu niekoniecznie w sferze materialnej – a, co tam, nie będę tutaj filozofować. Diogenesowi natomiast, jak głosi słynna anegdota,  nie brakowało niczego. Jedynie tego słońca, które zasłonił Aleksander Macedoński, kiedy przed nim stanął.


O tym, że minimalizm jest postawą nie tylko słuszną, lecz i piękną, pisała bardzo przekonująco Dominique Loreau w „Sztuce prostoty”. Kupiłam sobie tę książkę dawno temu, kiedy jeszcze nie była przetłumaczona na polski i przeczytałam z ciekawością. Spodobała mi się. Nic, tylko wcielać w życie poglądy autorki. Dopiero później przyszło mi do głowy, że ten uporządkowany (zresztą według wzorców japońskich), harmonijny świat jest skrojony na miarę singla. Albo singielki. Podobne wrażenie odnoszę czytając rozmaite programy zwolenników koncepcji 100 przedmiotów. Nie chodzi zresztą o ich liczbę. Wszystko fajnie i nawet słusznie, ale jak ma się w tym świecie odnaleźć kobieta, która swą przestrzeń życiową dzieli z mężem i dwoma dorastającymi synami, trzema kotami i psem? Dość regularnie w tę przestrzeń wkraczają koledzy synów, przyjaciele, rodzina – i to taka, co jak przyjedzie, to zostanie na parę dni. Bądź tu, człowieku, minimalistą bez dodatkowych ręczników i paru zmian pościeli! Albo bez wielkiego garnka (rondla, woka), który zajmuje nadspodziewanie dużo miejsca w twojej minimalistycznie wyposażonej szafce. Zresztą, nie potrzeba najazdu rodziny. Jeśli kobieta pracuje poza domem, to nawet bez oficjalnego dress code ciuchy do pracy musi mieć, i to zdecydowanie inne od tych po domu. A jak na urlop wyjeżdża, to w czym? W tych bermudach, co w nich ogródek pieliła? Wolne żarty, panie i panowie minimaliści.

A książki, te własne i te odziedziczone? A albumy zdjęć rodzinnych? A ten serwis, co go mama dostała w prezencie ślubnym, i chociaż paskudny jest nad wyraz, to w międzyczasie stał się świadkiem domowej historii?

Łatwo jest zostać minimalistą, kiedy dopiero zaczyna się życie na swoim. Potem – coraz trudniej, gdyż rzeczy tak dziwnie cicho, spokojnie, lecz bezlitośnie zaczynają do nas przylegać. A pozbyć się ich – o, to wcale nie takie proste. Bo może się okazać, że się do nich przywiązaliśmy…

Ale przybywanie rzeczy to jednak proces odwracalny. I można nim pokierować. I zrobić to na dowolnym etapie życia. Niezależnie od płci, wieku i prawie niezależnie od stanu rodzinnego.

A zatem – zaczynam. Prowadzenie bloga, naturalnie, gdyż różne działania motywowane minimalistycznie nie są mi obce już od jakiegoś czasu.

Rubia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...