piątek, 10 sierpnia 2012

Wnętrze minimalistyczne, lecz nie surowe

Zaczęło się wówczas, kiedy nasz dom nie był jeszcze wykończony, ale czułam się już dumną posiadaczką trzydziestu metrów kwadratowych salonu. Zamiast podłogi mieliśmy beton, lecz wcale mi to nie przeszkadzało i zaczęłam salon urządzać. W wyobraźni. Urządzałam go, urządzałam, a wyobraźnia ciągle mi mówiła, że to nie tak, że nie będzie dobrze. Kiedy wreszcie się z nią dogadałam, sprawa okazała się banalnie prosta: upychałam tam zbyt wiele. Nawet nie mebli czy jakichś gadżetów, lecz kolorów, wzorów i form. Tapety, dywan, narzuty na kanapę i fotel, zasłony, firanki, poduszki…
Na pierwszy ogień (wirtualny) poszedł dywan: do dziś go nie mamy. Brzozowa mozaika całkowicie wystarcza. Potem pozbyłam się firan. Mogłam sobie na to pozwolić, okna salonu wychodzą na ogródek otoczony wysokim żywopłotem i nawet sąsiadów nie mamy od tej strony. Zamiast firan zawiesiłam wąskie koronkowe lambrekiny. Zasłony, owszem, są – w drobne paski, dość neutralne. Nie zafundowaliśmy sobie rolet ani żaluzji.
Narzuty – dwustronne, pikowane, w pastelowych kolorach, uszyła mi mama, niezastąpiona w robótkach i robotach ręcznych. Poduszki – z tego samego materiału, co zasłony.
A tapety? Neutralne, jednobarwne, wytłaczane we wzór tkaniny o grubym splocie.


W ten sposób wszystko się ze sobą zharmonizowało. Ciemne meble art deco nie mają żadnych ostrych kantów, kolory są łagodne i nie męczą wzroku.

Minimalistyczne mieszkanie nie musi być surowe. Jeśli ktoś lubi, może eksperymentować z betonem i stalą, czemu nie? Istnieją jednak znacznie bardziej przytulne warianty tej tendencji, dosyć bliskie  zresztą ideom Bauhausu. Żadnych ozdób, działanie formą prostą i nieagresywną.

Przypomniały mi się te moje zmagania, kiedy czytałam książkę Piotra Sarzyńskiego Wrzask w przestrzeni. Dlaczego w Polsce jest tak brzydko? Obserwacje autora dotyczą przede wszystkim architektury, tej publicznej i tej prywatnej, lecz nie tylko, gdyż związane są z szeroko rozumianym stylem życia Polaków w ciągu kilku ostatnich dekad. Trudno tutaj oczywiście o jakieś jednoznaczne wnioski w postaci prostej odpowiedzi na pytanie postawione w tytule. Wiele jednak wskazuje na to, że jedną z ważniejszych przyczyn owej powszechnej szpetoty jest nadmiar. Ozdobność czy też ozdóbkowatość połączona z brakiem funkcjonalności, przeładowanie, bogactwo rozumiane jako gromadzenie najrozmaitszych elementów bez troski o ich wzajemne dopasowanie. To widać i w bryłach budynków, i w ich wnętrzach,  w urządzeniu mieszkań prywatnych i na stołach w restauracji, gdyż nadmiar składników nie ominął również sfery kulinarnej. Dużo wszystkiego, obfitość bowiem jest oznaką – no właśnie, czego? Zamożności? Życiowego powodzenia? Poczucia bezpieczeństwa?  Pewnie każdej z tych cech po trochu i paru innych na dodatek.

Nie wiem, czy to jest nieuniknione zjawisko w społeczeństwie „na dorobku”. Podejrzewam, że gdzieś w tle kryje się także brak edukacji estetycznej. W Polsce, w życiu społecznym zawsze były tysiące spraw ważniejszych niż zajmowanie się estetyką przestrzeni publicznej. W prywatnej było lepiej, lecz częste straty całego dobytku, obejmujące kolejne pokolenia, a potem dziesięciolecia najrozmaitszych niedoborów  wywoływały poczucie niestabilności i powiązaną z nim skłonność do gromadzenia zapasów. Dlatego teraz mamy taki nadmiar, że aż oczy bolą.

Nie mam tutaj ochoty na wypisywanie peanów na cześć wzornictwa skandynawskiego czy podobnych zjawisk. Nie chodzi tu bowiem o ten czy inny styl, lecz o pewną zasadę generalną. Mniej znaczy więcej, również we wnętrzu. Maksymalny puryzm też jednak nie jest antidotum na wszystkie bolączki, gdyż może mu brakować ciepła i przytulności, tych podstawowych cech, które kojarzą się z domem. Przestrzeń użytkowa ma bowiem także swój wyraz emocjonalny i aspekt symboliczny. Dlatego harmonizować trzeba nie tyle samo wnętrze (o to stosunkowo najłatwiej), ile rozmaite poziomy jego odbioru.

A książka Sarzyńskiego warta jest przeczytania.  Niezły kawałek lektury z trafnymi obserwacjami obyczajowymi. Tylko lepiej nie czytać przed urlopem, bo może wyostrzyć wzrok i okaże się, że tam, gdzie jedziemy, a już zwłaszcza po drodze, wcale nie jest tak cudnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...