sobota, 12 stycznia 2013

Estetyka pustej ściany II czyli coś dla wyobraźni

Tak naprawdę, ściany wnętrz mieszkalnych rzadko bywają puste.
Ściana to twór o podwójnej naturze: daje poczucie bezpieczeństwa, chroni przed zagrożeniami z zewnątrz, lecz równocześnie ogranicza, zamyka nas w przestrzeni o ściśle wyliczonych wymiarach. Stąd też wzmacniamy owo poczucie bezpieczeństwa i przytulności wieszając na niej kilimy, makaty, patchworki, żeby złagodzić surowość muru, a z drugiej strony - chcemy wyjść poza ograniczenia przestrzeni. Nieprzypadkowo w malarstwie ściennym zawsze wielką popularnością cieszyły się iluzjonistyczne freski ukazujące krajobrazy - i to od czasów bardzo dawnych, bo malowane wzgórza i ogrody archeolodzy odkryli już w Pompejach i innych miastach cesarstwa rzymskiego. A przecież w łagodnym klimacie Italii zarówno ogrody, jak wzgórza pełne zimozielonej roślinności zawsze były w zasięgu wzroku, odpadała więc potrzeba tworzenia sobie sztucznych rajów w industrialnym otoczeniu, tak, jak to dzisiaj robimy.
Kiedy surfowałam po necie sprawdzając, co obecnie projektanci proponują tym, którzy nie chcą zadowolić się gładką, pustą ścianą, uderzył mnie duży wybór fototapet. Jeden tylko polski sklep ma w ofercie ponad 900 wzorów, wszystkie w kilku formatach. Są również pracownie, gdzie można zamówić sobie fototapetę na podstawie własnoręcznie zrobionego zdjęcia. Jest tam wszystko: zachód słońca pod palmami i ośnieżone szczyty, lasy i łąki, ciche uliczki włoskich miasteczek i kamienice wielkich metropolii. Oprócz tego wiele motywów niepejzażowych: powiększone korony kwiatów, samochody, portrety czy fragmenty obrazów mistrzów pop-artu, np. Andy Warhola. Pamiętam z Włoch sklep, gdzie przeglądałam katalog takich tapet na zamówienie. Tam z kolei wzięciem cieszyły się ogrody, nie fotografowane jednak, lecz malowane, zgodnie z tradycjami malarstwa ściennego. Można było zamówić do nich specjalne obramienia imitujące ramy drzwi ogrodowych, żeby wrażenie iluzji było zupełne.
Hmmm... Fototapeta we wnętrzu mieszkalnym to rozwiązanie dyskusyjne, lecz można spróbować bawić się w ten sposób, kiedy mamy sporą płaską powierzchnię, która z jakichś powodów nam nie odpowiada. Nie wiem jednak, czy chciałabym zasypiać i budzić się w pokoju, którego dwie ściany otwierają się na las albo wielkomiejską ulicę: raczej nie, gdyż poczucie bezdomności miałabym zagwarantowane. Mózg w gruncie rzeczy nie odróżnia takich obrazów od naszego "naturalnego" otoczenia (jak w przypadku astmatyków, którzy dostają ataku duszności na widok kurzu wzbijanego kopytami konia na kinowym ekranie) i w tym kryje się zarówno siła, jak i wada fototapet. Jak długo można wytrzymać z widokiem maski samochodu, który pędzi wprost do środka pokoju? Jeszcze mocniej działają przeskalowane fotografie czegoś, co w naturze jest znacznie mniejsze: pęk tulipanów sięgających od podłogi do sufitu albo ziarna kawy wielkości bochenka chleba (to do kuchni). Pierwszy krok, żeby poczuć się jak Guliwer w kraju olbrzymów, albo jak Pożyczalscy. W nasz sposób odbierania świata, a więc i myślenia o sobie, jest wmontowane również pojęcie skali i proporcji: nie na darmo, patrząc na ogromne budowle albo góry, czujemy się "drobinami" czy też "karłami". Lepiej nie fundować sobie takich odczuć we własnym mieszkaniu: to, co w naturze jest zdecydowanie mniejsze od nas, niech takie pozostanie. Generalnie, fototapety sprawdzają się we wnętrzach, gdzie się przebywa krótko: w kawiarniach, restauracjach, rozmaitych instytucjach publicznych. Jeśli ktoś prowadzi firmę ogrodniczą, to takie tulipany -giganty plus biało-zielone meble w pokoju biurowym również mogą tworzyć całość bardzo sugestywną. W mieszkaniach natomiast bardzo pożądana jest ostrożność.
Dlaczego zajmuję się tą kwestią? Potrzeby estetyczne są bardzo podstawowe: nawet wśród plemion pierwotnych spotykamy zdobienie otoczenia, wszystkich sprzętów, odzieży, a także własnego ciała. Te upodobania nie zanikają wraz z hasłem miej mniej. We wnętrzu całkowicie oczyszczonym z tego, co zbędne, może nam czegoś brakować. Skrajny racjonalizm: nie potrzebuję, więc nie mam, wcale nie musi odpowiadać pewnym głębszym warstwom naszej psychiki; tym, gdzie mieści się wyobraźnia, a może i jakieś zdolności czy nawet talenty. Mieszkanie, niechby to był choćby wynajęty pokój, jest tym kawałkiem świata, który kształtujemy w sposób bardzo osobisty, i który również na nas oddziałuje Wnętrze purystyczne może być wnętrzem jałowym, gdzie nie rodzą się żadne dobre pomysły i nie odczuwamy radości życia.
W godzeniu postulatów minimalizmu i potrzeby ekspresji dużą rolę przyznałabym fotografiom. Właśnie nie fototapetom, lecz fotografiom, kupionym albo zrobionym własnoręcznie. Wraz z rozpowszechnieniem cyfrowych kompaktów okazało się, że zadziwiająco wiele osób potrafi robić ciekawe zdjęcia. Wybrać cos z tego, co mamy w pamięci aparatu albo komputera, przegrać, zanieść do zakładu, gdzie zrobią nam odbitki w dużych rozmiarach, na płótnie albo innym materiale (mniejsze, do formatu A4 i na tradycyjnym papierze, można wykonać samemu, byleby mieć dobrą drukarkę). Zdjęcia oprawić - te papierowe choćby w tradycyjne passe partout i antyramę, dla innych zamówić odpowiednie ramy - powiesić i  można cieszyć oczy własną galerią, niedużą, lecz bardzo osobistą.


3 komentarze:

  1. i to jest bardzo dobry pomysł - osobista geleria, ja mam na ścianie, m.in., 3 swoje małe kolaże, pozdrawiam Irena

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja widziałam w rodzinie takie duże zdjęcia na ścianach. Bardzo fajnie to wygląda.
    Pozdrawiam - Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie lubiłam fototapet i nigdy się na nie nie skusiłam. Natomiast pomysł z własną galerią uważam za świetny. Można nawet pokusić się o zrobienie własnego plakatu. Obecnie ta forma zdobienia ścian jest modna.
      Pozdrawiam - Anka.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...