sobota, 19 stycznia 2013

O fotografiach

Te starsze najczęściej mają postać papierową, nowsze są zapisem cyfrowym. Starsze przechowywane są w albumach, kopertach albo pudełkach, nowsze - w folderach na dysku. Uporządkowane, albo i nie. Raczej nie, bo kto by miał czas na porządkowanie setek, jeśli nie tysięcy obrazków?
Zanim rozpowszechniła się fotografia cyfrowa, robienie zdjęć wymagało rozmaitych umiejętności. Trochę o tym wiem, bo fotografię miałam na studiach. Egzamin też, i to nawet podwójny: z historii fotografii oraz praktyki. Praktyka obejmowała fotografię tradycyjną, analogową, zdjęcia czarno-białe i w kolorze; całą procedurę od wyboru filmu aż po własnoręcznie wykonaną odbitkę. Po takich podstawach fotografia cyfrowa wydawała mi się zabawką, do tego całkiem nieskomplikowaną. Jednak kiedy kupiłam sobie pierwszy aparat cyfrowy, zaczęłam ćwiczyć na zwierzętach. Nieruchomych. Kamiennych albo odlewanych z brązu. Miały tę zaletę, że się nie ruszały, więc spokojnie można było na nich trenować, gdyż przestawienie się na inny sposób fotografowania wymagało jednak trochę czasu i prób.

Powszechna dostępność aparatów cyfrowych i łatwość ich obsługi sprawia, że fotografujemy bez opamiętania i właściwie również bez refleksji, co potem zrobimy z tymi zdjęciami. Podobno najczęściej zasypujemy nimi znajomych na portalach społecznościowych. Albo zgrywamy wszystko na dysk komputera i tam, upakowane w folderach różniących się od siebie tylko datami, kolorowe obrazki czekają. Właściwie nie wiadomo na co, bo jak często sami do nich sięgamy?
Dlatego warto jednak poświęcić popołudnie czy dwa, żeby zrobić wśród nich taki sam przegląd, jak w ubraniach czy innych rzeczach. Tutaj bowiem również sprawdza się zasada, że mniej znaczy lepiej.
Trzeba tylko po kolei otwierać foldery, starannie selekcjonując to, co w nich zgromadziliśmy. Zastanawiając się: jaką to zdjęcie ma wartość? Może jest po prostu ładne i przyjemnie się na nie patrzy? Albo ukazuje coś rzadko spotykanego, niezwykłego - jakiś szczególny układ chmur na niebie, czy też dzięcioła w czerwonym bereciku, na ośnieżonej gałęzi?  A może, chociaż jego jakość jest taka sobie, to uchwyciliśmy na nim ważne wydarzenie z naszego życia, osoby i chwile naprawdę istotne? W końcu to nasz własny, osobisty zbiór i wcale nie jest powiedziane, że mają się w nim znaleźć wyłącznie fotografie najlepsze pod względem technicznym.
Staranny wybór jednak jest potrzebny. Ja ze swojej kolekcji zwierząt zostawiłam tylko dwanaście fotografii.
Kolejny etap, to uporządkowanie tematyczne. Jeżeli fotografujemy dużo i chętnie, to grupy powiązane wspólnym tematem układają się właściwie same. U mnie w ten sposób powstał zbiór Kwiaty Włoch, gdyż okazało się, że z upodobaniem robiłam zdjęcia  niepozornych,  zupełnie nic nie znaczących roślinek  na murach, wydmach i skałach - na przykład kępek białych kwiatków wśród ciemnej lawy Etny. Albo folder W wodzie - banalne, pomarańczowe karasie w sadzawce, ale też jakieś dziwaczne stwory, przypominające kupkę krwistej galarety, uczepione przybrzeżnych skał w Adriatyku. 
Tematy mogą być sformułowane różnie. Takie My w podróży nadawało się znakomicie jako dokumentacja wszystkiego, co działo się w drodze. Dworce kolejowe; samochód wybebeszany na parkingu; kot w tymże samochodzie, śpiący na szczycie bagaży; pokład promu; hol hoteliku, gdzie głowa rodziny załatwia formalności meldunkowe, a rzeczona rodzina zapadła się w fotele - samo życie, po prostu. Epizody z różnych lat  i miejsc układają się w opowieść o podróżowaniu. Zauważyłam, że właściwie tylko festiwale średniowieczne traktuję jako odrębne całości, opatrując foldery nazwą i datą.  W końcu, są to jakieś eventy. Poza tym, zestawy tematyczne układam dość dowolnie.
Przenoszenie zdjęć do folderów tematycznych pełni jeszcze inną rolę: pozwala tworzyć pewne ciągi skojarzeń, co nadaje poszczególnym obrazom dodatkowy sens. Wtedy znowu łatwiej jest wyodrębnić te, które są dla nas rzeczywiście ważne, a z innymi rozstać się bez żalu.
W zasadzie nie fotografuję zabytków, przynajmniej tych dobrze znanych. I tak w sieci można znaleźć mnóstwo zdjęć o wiele lepszych, niż ja mogłabym zrobić. Dlatego trasy moich podróży upamiętniane są dosyć dziwnie, a z niektórych  miejsc w ogóle nie mam fotografii.  Za to w parku Planten und bloemen w Hamburgu w porze kwitnienia azalii krążyłam przez parę dni, szukając takich punktów, z których mogłabym fotografować krzewy uzyskując efekt dzikiej, nie uporządkowanej natury. Udało się! Na moich zdjęciach nie ma tabliczek z nazwami roślin, krawężników, ścieżek, mostków ani latarń w tle - czyli tego, w co ogród obfituje. Ani, oczywiście, ludzi. Z ludźmi było najłatwiej sobie poradzić, gdyż wystarczyło przyjść rankiem, lecz latarnie to jednak znacznie poważniejsza sprawa.
Generalnie, zdjęcia są do oglądania. Dlatego lepiej mieć ich niewiele, za to zrobić z nich dobry użytek. Tu wracam do wątku z ubiegłego tygodnia: warto wydrukować duże odbitki i  urządzić niewielką ekspozycję na ścianie, co pewien czas zmieniając układ i tematy. Właśnie popatrzyłam, co wisi nad niewysokim regałem z książkami, w pokoju, gdzie piszę. Cztery zdjęcia: dwa pejzaże i dwa wnętrza. Jedno z tych pejzażowych zostało kupione, ma bardzo nietypowy format - 30x120 cm, a widać na nim wschód słońca nad brzegiem morza. A co mi tam, lubię takie klimaty, zwłaszcza, że to Grecja i białe mury domków na brzegu ładnie się zabarwiły od tego słońca. Reszta miejsc - nierozpoznawalna. Koty wygrzewające się na progu domu - to znów miasteczko w Grecji, lecz ważne są zwierzaki. Kot na kamiennej posadzce, w plamie słońca wpadającego przez arkadę klasztornego krużganka - to Tomar w Portugalii. Kot był równie ważny, jak układ tych słonecznych śladów, rytmicznie biegnących w  cienistą głąb korytarza. No i wreszcie słońce na filarze i posadzce kościoła joannitów w Strzegomiu - piękny układ kolorowych plam, gdyż światło pada przez okno witrażowe.  Na wszystkich zdjęciach jest słońce. Na dwóch są koty. Świat jest łagodny i pogodny.
Nie dobierałam tych zdjęć specjalnie z myślą o zimie. Jakoś tak... samo wyszło. Wybierałam słońce.

4 komentarze:

  1. też robię zdjęcia, trochę mojego miasta, trochę mojego kota, kwiatów lub czegoś nietypowego, staram się upakowac w foldery, aby móc z nich czasem skorzystać, a to na blogu, a to, aby na jednym z nich napisać życzenia swiąteczne, pozdrawiam Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię własnoręcznie (własnokomputerowo?) wykonane kartki z życzeniami. Nie wszystkie zdjęcia, które do nich wykorzystuję, są mojego autorstwa, ale jednak się staram, żeby było w nich coś własnego. Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Hej, a no widzisz, prawdopodobnie wpadłyśmy na ten sam temat (moją notkę pisałam jeszcze w sobotę).
    Tematyczny układ zdjęć sprawdza się u mnie przy zdjęciach bardzo starych (2004-2010), wcześniej posegregowanych datami, od 2011 na nowo układam w foldery datowane i wydarzeniowe. Dużo tego jest, niestety. Powtarzają się (bo nagrane na wszelki wypadek, bo jeszcze z czasów, kiedy mój mąż (jeszcze wtedy nie) i ja mieliśmy osobne komputery (czyli nie mieszkaliśmy razem) i dwa aparaty. Zresztą, do tej pory każde z nas przechowuje swoje zdjęcia w swoich folderach. Taka mała niezależność. Ale struktura rzeczywiście jest skomplikowana, jak widzisz.
    U nas na ścianach wiszą różne nasze zdjęcia upamiętniające piękne chwile.
    Podobają mi się duże zdjęcia na ścianach, ale jak sobie poradziłaś z problemem gwoździ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewne tematy krążą w powietrzu, jak bakterie :) A z gwoździami, czy właściwie hakami, rzeczywiście jest problem. Zdjęcia wiszą w pokoju do pracy, nad regałami i szafą biblioteczną, więc trzeba było wkomponować różne zestawienia mniejszych prostokątów (zdjęcia) pomiędzy i nad prostokątami większymi (meble). Jak się na to patrzy jak na kompozycję geometryczną, to wszystko się zaczyna porządkować i powstają jakieś układy optymalne. Tylko, kiedy raz się opracuje taką układankę, trudno potem dodać do niej coś nowego, dlatego co pewien czas wymieniam zdjęcia i passe-partout, a układ ramek pozostaje bez zmian. Kiedyś udało mi się kupić w empiku bardzo ładne ramki, proste, cienkie półwałki w intensywnych kolorach (czarny, szafir, ciepły żółty, oranż), regały mam ciemne, więc wszystko się dopasowało. A na większych płaszczyznach ścian warto wyznaczyć sobie pas, gdzie się zdjęcia zawiesza i znowu bawić się w wypełnianie go prostokątami. Formaty odbitek i ramek są zestandaryzowane, więc to się daje zrobić i oszczędza potem kłopotów z przewieszaniem :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...