piątek, 1 lutego 2013

Styczeń - podsumowanie

 Dzisiaj post nadprogramowy, związany z końcem stycznia. 

Blue Monday mnie ominął, chociaż odnotował go również polski net. Chyba jednak nie było tak źle z dotrzymywaniem styczniowych postanowień, żebym musiała wpadać w okolicznościową depresję.
Pierwsze na liście, czyli ograniczenie zakupów - zrealizowane. Może nie w 100%, ale trudno uznać za zbędny wydatek kupno nowego miksera, skoro stary niemal się rozpadł przy przyrządzaniu pasty fasolowej. Podobnie z kosmetykami: kupuję półprodukty w sklepie internetowym, więc jak szaleć, to szaleć - będę miała z czego przyrządzać moje mazidła przez kwartał. Zresztą,  mniejszych opakowań nie sprzedają. 
Minimalizacja zakupów - rozciągnięta na luty. Mąż jest za, synowie nie protestują.


Program 750 words - tu nie każdego dnia wyrabiałam normę, a cztery razy nie zajrzałam w ogóle, co zostało skrupulatnie odnotowane. W sumie: przez 23 dni pisałam po 750 słów i więcej (powyżej 800). Hm. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Również przedłużam na luty. Po trzech miesiącach tej orki dostaje się wyróżnienie - wirtualną plakietkę z wizerunkiem indyka. Pojęcia nie mam, co wspólnego ma indor z regularnym pisaniem, ale niech tam. Wirtualny mi nie przeszkadza, więc może się skuszę.
Dzięki Happier at life  (wpis z 17 stycznia) zapoznałam się z Dropboxem i część swoich zdjęć mam teraz w chmurze. Bardzo wygodne, nie muszę w pracy aktualizować tego, co zrobiłam w domu, przy pomocy pendrive'a. A jeśli chmura rozsypie się na mgiełkę? (Czasem tak ponuro sobie wyobrażam, że całą sieć pochłania jakaś gigantyczna awaria, a my zostajemy jako te sieroty po www). Cóż, wtedy zawsze będę miała to, co na dysku.
Ściągnęłam sobie również program PhotoScape do obróbki zdjęć. Prosty, wygodny w użyciu. Nie poznałam go jeszcze dokładnie, ale na razie bardzo mi się podoba, zwłaszcza możliwości wpisywania tekstu w obraz wydają się lepsze, niż w innych programach.
I takie to były styczniowe prace i zabawy. W lutym pewnie niewiele się zmieni. Zima trwa.

6 komentarzy:

  1. zaciekawiłaś mnie tymi 750 słowami. Poszperałam, poczytałam. kuszące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki program bardzo przydatny dla tych, którzy lubią czekać na natchnienie. Kiedy się MUSI napisać tych 750 słów, to umysł przestaje czekać, a zaczyna działać :D

      Usuń
  2. Ciekawe podsumowanie i bardzo się cieszę, że coś ci się z tej notki przydało :)
    U mnie z zakupami nie do końca się udało, ale zostaje brać przykład z ciebie :)
    Miłego oczekiwania na otrzymanie indyka :)
    Co do tego programu 750 words z tego co patrzyłam, może być nie do końca przydatny dla mnie - nie ma miejsca na przypisy. Ale dłubię sobie ciągle w tekstach. Najważniejsze to nie przestawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej, przydają mi się linki, które podajesz Sama nie mam tyle cierpliwości, żeby szperać, więc chętnie korzystam z podsuniętych propozycji :)
      A 750 words rzeczywiście nie nadaje się do pisania tekstów naukowych. To raczej taki biczyk-poganiacz, kiedy pisze się coś bardziej swobodnego. Ja zresztą później i tak to porządnie przeredagowuję, już w Wordzie, lecz przypisy lepiej jest wstawiać od razu.

      Usuń
  3. 750 słów to naprawdę dobry pomysł. Mobilizuje. Usiadłam dzisiaj i mimo że średnio mi na początku szło, to jednak ostatecznie napisałam 793 słowa. Jestem z siebie zadowolona.
    Dzięki Rubio za podpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Pisz dalej! Na poprawki i wygładzanie też przyjdzie czas.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...