niedziela, 14 kwietnia 2013

W blogosferze

Chętnie czytuję blogi. Wprawdzie nie spędzam nad nimi wielu godzin, klikając na kolejne adresy z długiej listy, mam jednak zakładkę Blogi, a w niej foldery uporządkowane tematycznie. Blogów, które  odwiedzam regularnie, znalazłoby się tam kilkanaście. Parę umieściłam  również ze względu na jeden czy dwa posty, jakie mnie zainteresowały. Nie jest to może imponujący zbiór, lecz  trudno mi uwierzyć, że inne lokatorki blogosfery są w stanie systematycznie czytać ponad setkę blogów, które czasem umieszczają na swoich listach miejsc odwiedzanych (najdłuższy wykaz, jaki podliczyłam, zafascynowana jego rozmiarami, liczył 169 pozycji, a wcale nie nastawiałam się na wyszukiwanie takich tasiemców). Może wtedy chodzi o jakieś kliknięcia, tego nie wiem. Ja  na blogi z mojej listy zaglądam po to, żeby je czytać.

Coraz częściej mam wrażenie, że ich lektura zastępuje mi prasę. Nie taką codzienną, z aktualnymi wiadomościami z kraju i ze świata, lecz tygodniki i miesięczniki. Zaczynałam zresztą od czytania blogów publicystycznych, prowadzonych przez osoby, które pisaniem zajmują się zawodowo albo prawie: Krystyny Kofty, Tadeusza Bartosia, ojca Leona Knabita... Ich posty traktowałam jak felietony czy artykuły, tyle tylko, że wydawane nie drukiem, lecz w mediach elektronicznych. Nowa forma kontaktu z czytelnikami, korzystna dla obu stron. Autor nie czeka na akceptację redaktora naczelnego i kolejny numer czasopisma, czytelnik nie drepcze do kiosku - przepływ informacji oraz  myśli maksymalnie ułatwiony, a do tego oszczędność papieru. Innych blogów właściwie nie znałam.
Trudno mi nawet uchwycić, kiedy przyszła zmiana. Chyba miały w tym udział orzechy piorące. Gdy sprawdzałam, czy naprawdę można w nich coś porządnie uprać, wyszukiwarka skierowała mnie na blog pewnej ekomaniaczki (sama tak o sobie pisze, więc to nie obelga). Orzechów ostatecznie nie kupiłam, natomiast dzięki systemowi odnośników - nie ma to jak pasek z listą blogów obserwowanych - zaczęłam przechodzić do stref coraz bardziej odległych od tematyki eko, ale nadal interesujących. Wtedy uświadomiłam sobie, jaki potencjał kryje się w blogach i wzajemnej łączności blogowiczów.
Moje włosy po zimie wyglądają niespecjalnie. Kupię sobie odżywkę, ale jaką wybrać? Zaglądam na forum wizaż.pl, bo tam dziewczyny z zapałem recenzują kosmetyki, nie zostawiając suchej nitki na producentach, którzy mamią obietnicami bez pokrycia. Z forum przeskakuję na blog jednej z recenzentek. Podczytuję parę postów (ciekawe!), przy okazji zerkam na boczny pasek. Ktoś właśnie wrzucił u siebie przepis na proste wegańskie ciasto bananowe. Weganką nie jestem, ale ciasto ma moc przyciągania w to upiorne, deszczowe popołudnie; życie trzeba sobie osłodzić. Przepis okazuje się naprawdę prosty; zapisuję go, a zanim wypróbuję, jeszcze trochę poczytam. Zaczyna się Tydzień Wegański: oto link do strony z programem imprez, może skusimy się na którąś? Wprawdzie lubię mleko, sery i jajka, lecz weganie nie wymagają składania deklaracji ideowych przed wejściem. Autorka bloga wegańskiego ma różnorodne zainteresowania, więc kolejny link prowadzi do blogowiczki, która pisze o książkach. I to raczej nie o nowościach wydawniczych, lecz wybiera i grupuje książki w pewne ciągi tematyczne, co akurat bardzo mi się podoba, gdyż jednym z tych wątków są biografie pisarzy. Potem znów parę przeskoków i ląduję na stronie wydawnictwa Czarne, które właśnie opublikowało książkę non-fiction o sprawach interesujących mnie ze względów zawodowych. Muszę do niej zajrzeć, oczywiście już w realu; na szczęście, książki Czarnego są w każdym empiku.
Mogę wykreślić, oczywiście, zupełnie inną ścieżkę, zaczynając choćby od któregoś z blogów minimalistycznych, poprzez życie na wsi, decoupage, naukę fotografowania, na odwiedzinach w Amsterdamie kończąc. W ten sposób, przez kombinację postów na blogach i linków do portali, za każdym razem otrzymuję zindywidualizowany zbiór tekstów, jakiego na próżno szukałabym w czasopismach. Do tego bez reklam, które są zmorą prasy. W komputerze mam AdBlock, nie dopuszczający na mój ekran większości reklamowego chłamu. Zresztą, nawet jeśli blogerki umieszczają reklamy, testują jakieś produkty oferowane im przez firmy albo organizują  konkursy, w których można wygrać taki czy inny drobiazg (częste na blogach kosmetycznych), cała ta działalność ma bardzo skromny wymiar i nie przeszkadza mi w lekturze.
 Z pewnym zaskoczeniem odkryłam, jak wiele blogów prowadzonych jest przez fachowców w jakiejś dziedzinie. I nie są to strony internetowe - swoiste szyldy reklamowe, zachęcające do odwiedzin w gabinecie psychologa albo w pracowni projektowania ogrodów - lecz właśnie dostępne dla wszystkich blogi, na których w sposób całkowicie bezinteresowny autorzy dzielą się swoją wiedzą zawodową i umiejętnościami praktycznymi. Czasem widać, jak rozwijają się w trakcie pisania. Zyskują więcej swobody, a może też i pewności siebie, przechodzą od bardzo zwięzłych notek w żargonie zawodowym do tekstów dłuższych, rozbudowanych, pisanych językiem zrozumiałym dla osób spoza branży; nabierają wprawy w tłumaczeniu zagadnień, które wcale nie są proste. Nawet blogi finansowe stają się dzięki temu mniej hermetyczne. Oczywiście, że nie wszystkie; niektóre wydają się wyraźnie nastawione nie na popularyzację, lecz na dyskusje w gronie specjalistów. Ale kiedy lekarka publikuje serię postów tłumaczących, że nie należy bać się szczepień, a jej kolega po fachu wyjaśnia  mity czy przesądy, które narosły wokół przyczyn pewnych chorób, to wartość takich spokojnych, edukacyjnych tekstów jest nie do przecenienia. W odróżnieniu od rozmaitych forów internetowych, gdzie wypowiada się każdy, kto zechce, często mając zapał zdecydowanie większy od wiedzy.
Są też i blogi o życiu. Zapiski z codzienności, posty o sprawach powszednich, zajęciach pospolitych. Notatki niby proste, lecz wciągające. Dzień jak co dzień na blogach kobiecych (gdyż przede wszystkim kobiety wybierają sobie codzienność jako temat) skłania do refleksji wychodzących daleko poza krąg wyznaczony przez autorki postów. Pewnie już niejeden socjolog uważnie studiuje te zapiski.

Czasem blogi znikają. Wchodzę w zakładki, klikam i wyświetla mi się informacja, że blog o podanym adresie nie istnieje. A jeszcze dwa tygodnie temu istniał. Kiedy autor porzuca miejsce w sieci, które sam przecież urządził, nie pisze  miesiącami, a te przechodzą w lata - cóż, pewnie ma inne zajęcia albo uznał, że tematyka już się wyczerpała.  Nie na wszystkie tematy można pisać setki postów. Sam blog jednak istnieje, chociaż nie aktualizowany. Natomiast w takim radykalnym odcięciu się od własnego tworu (nie napiszę: dziecka, żeby nie popadać w sentymentalizm) kryje się coś niepokojącego. Tak nagle umknąć, zerwać z czytelnikami, nie pozostawić żadnych śladów, skasować wszystko bez wyjaśnienia?
Blogosfera też ma swoje tajemnice.

4 komentarze:

  1. dzisiaj właśnie opowiadałam 10. seniorkom o blogach, w bibliotece przy mojej ulicy, na podstawie książki, internetu i własnego doświadczenia, 55% blogerów to kobiety, większość blogerów to mieszkańcy dużych miast, blogi czytają głównie ludzie w wieku 20-30 lat itd, pozdrawiam Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Statystyki zawsze będą na korzyść 20+, gdyż to jest sprawa obecności informatyki w programach szkolnych i oswojenia z internetem od dzieciństwa. Natomiast zawartość blogów, o, to już zupełnie inna sprawa...
      Pozdrowienia!
      R.

      Usuń
  2. Czasami mam Dzień Dziecka, idę na żywioł i skaczę po stronach gdzie oczy i łącza poniosą. To bywa bardzo odkrywcze i zaskakujące. Odwiedziłam w ten sposób sporo miejsc, do których z rozmysłem bym nie dotarła. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem sobie klikam w opcję Następny blog na pasku Bloggera. Nie wiem, jakie jest kryterium: czy to ktoś, kto opublikował post tuż po mnie? Niedawno trafiłam na angielskojęzyczne wynurzenia na temat hardcorowego punka lat 80. Głownie zespoły fińskie, lecz o polskich też było. Przedziwne, o czym ludzie piszą, ale nawet mi się przydało :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...