sobota, 25 maja 2013

Maj, miłość, muzyka

Deszcz leje, korony drzew za oknem rozkładają się szeroko, ciężkie od wody, rododendrony lśnią jak polakierowane, a koty szukają skrawka suchego miejsca pod rozłożystą tują. Niezależnie jednak od tego, co właśnie dzieje się za oknem, maj w kulturze europejskiej zawsze był uważany za miesiąc miłości. Wiosna w pełni, ciepłe dni i noce, zapach kwiatów w rozgrzanym powietrzu - idealne warunki, by zmysły i serca rozbudziły się po zimowej drzemce.
Oczywiście, Amor nie próżnował przez cały rok i jego strzały mogły przeszywać serca równie dobrze w lutym, jak w listopadzie. Cała jednak liryka miłosna, poczynając od starożytności, wskazuje, że jeśli poeci w ogóle wiązali swe miłosne uniesienia z jakąkolwiek porą roku, to była nią wiosna, a spośród trzech wiosennych miesięcy najczęściej w poezji przewija się właśnie maj. Nie marzec i kwiecień - na obszarach cieplejszych niż nasz też przecież już zielone i pachnące. Taka jego majowa uroda. Maj miał siłę po prostu magiczną; stąd wybory Królowej Maja i wszystkie obrzędy, splatające ten czas rozkwitu wegetacji z wyraźnym przypływem uczuć.

niedziela, 12 maja 2013

To tylko reklama

Przed reklamą nie ma ucieczki. Można nie oglądać telewizji, nie czytać prasy i nie korzystać z internetu, lecz wystarczy wyjść na ulicę, a tam od razu otoczą nas tablice, bannery, bilboardy i co się tylko różnym specom od reklamy przyśniło. Wyjazd poza miasto też niewiele zmienia. Te kilometry płotów obwieszone najróżniejszymi szyldami, te wielkie tablice ustawione w szczerym polu...
Czasem się zastanawiam, czy jeszcze ktokolwiek na reklamy reaguje, czy może już tylko reklamodawcy wyobrażają sobie, że zawieszenie całej elewacji 20-piętrowego budynku jakąś płachtą przyniesie rzeczywiste zwiększenie sprzedaży czegoś tam. Przecież szybko przyzwyczajamy się do obrazów i przestajemy na nie zwracać uwagę. Podobno, kiedy w telewizji zaczynają się bloki reklamowe, większość telewidzów rusza zrobić sobie herbatę albo coś do zjedzenia, kinomani zaś specjalnie spóźniają się na seanse, żeby uniknąć półgodzinnego nasycania mózgu ruchomymi obrazkami, które najwyraźniej do szczęścia nie są im potrzebne.

niedziela, 5 maja 2013

Minimalizm po niemiecku

 Podobno podróże kształcą, a lektury jeszcze bardziej. Może nie całkiem i nie do końca, lecz poczułam, że mi wiedzy przybyło, kiedy w czasie majowego weekendu, gdzieś w drodze do Wiednia, na stacji benzynowej kupiłam sobie Brigitte woman, miesięcznik, który chętnie czytuję, chociaż jego cena w Polsce to czyste zdzierstwo. A w nim znalazłam artykuł o rezygnacji z posiadania rzeczy. Die neue Lust auf weniger - nowa ochota na mniej. Pisany oczywiście z perspektywy trochę odmiennej niż nasza, polska.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...