czwartek, 22 sierpnia 2013

Sprzątanie według Dominique Loreau

Czyszczenie podłogi: wyprostuj plecy i zegnij nogi w kolanach. Wysuń jedną stopę przed drugą, jak robią to modelki, aby zrównoważyć wypiętą do przodu klatkę piersiową. 

Do sprzątania mam stosunek ambiwalentny. Lubię wysprzątany dom. Równocześnie jednak mam poczucie, że cokolwiek się w tej materii zrobi, to i tak na darmo. Pięknie uporządkowane mogą być tylko rzeczy, których nie rusza się przez lata, czyli - najwyraźniej zbędne. Natomiast to, czego naprawdę potrzebujemy, zmienia swoje miejsce i stan tym szybciej, im częściej jest używane. Umyte naczynia bardzo szybko trzeba myć ponownie, ubrania prać, kurz na meblach bierze się nie wiadomo skąd, a psia albo kocia sierść na narzutach i obiciach właściwie nigdy nie znika. Sprzątanie? Syzyfowa praca.
Dla uściślenia: wychowałam się w domach niemalże sterylnych. U moich dziadków i rodziców można było jeść z podłogi. A u mnie nie, chociaż się staram. Przynajmniej czasem.
Trudno, taka karma.

Między innymi dlatego lubię minimalizm, że mniej rzeczy oznacza również mniej sprzątania. Szorowania, pucowania, odkurzania i innych czynności daremnych.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Zioła w doniczkach

Mogą być też w skrzynkach. To chyba najłatwiejsza forma mini-ogrodnictwa, nie bardziej kłopotliwa, niż hodowanie paprotek czy fikusów, do tego przynosząca realne korzyści. A przy tym - po prostu ładna.
Zioła przyprawowe uprawiam w ogródku, niektóre rosną już od wielu lat, jak chcą, i rozrosły się niczym chwasty. Estragon, na przykład, a hyzop i cząber górski też mu w niczym nie ustępują. Ale żeby nie biegać do ogródka za każdym razem, kiedy potrzebuję paru listków, mam też doniczki z ziołami, ustawione na parapetach w jadalni i w kuchni.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Ogródkowo, doniczkowo

To już najmniejsza powierzchnia do zagospodarowania - skrzynki i donice ustawione na balkonie, tarasie, a czasem na kawałku płaskiego dachu. Zwolennicy miejskiego ogrodnictwa nie zrażają się brakiem prawdziwego gruntu i potrafią uprawiać rośliny nawet w torbach wypełnionych substratem ogrodniczym. Do widoku ukwieconych balkonów jesteśmy przyzwyczajeni, kaskady surfinii albo pelargonii spływające ze skrzynek to widok miły dla oka, lecz często spotykany. A czy podobałyby się nam balkonowe skrzynki z kaskadowymi truskawkami i kędzierzawą sałatą?
Przeglądam właśnie książkę Michaela Guerry Jadalne rośliny w pojemnikach (Świat Książki 2001).

sobota, 10 sierpnia 2013

Miejskie ogrodnictwo

Właściwie istniało od zawsze. Nawet w gęsto zabudowanych miastach zakładano - nie tylko ozdobne, lecz również użytkowe - ogrody przypałacowe albo klasztorne. Także na tyłach wąskich, długich parceli mieszczących od frontu kamieniczkę często znajdowały się ogródki, i to raczej warzywne, niż kwiatowe. Dopiero w XIX wieku, kiedy centra miast zaczęto wypełniać coraz szczelniej kamienicami, wznosząc oficyny wokół tak zwanych podwórek-studni, przepadła większość tych ogrodów i obecnie można je odnaleźć głównie w zabytkowych zespołach urbanistycznych, otoczonych opieką konserwatorską.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Bliżej natury, ale po co?

- Jak to, po co? Żeby żyć zdrowo! - powiedzą miłośnicy zdrowego trybu życia.
- I żeby chronić samą naturę, bo jej zasoby nie są niewyczerpane. Nie możemy zostawić naszym dzieciom i wnukom otoczenia kompletnie zdegradowanego - dorzucą ci, którzy lubią myśleć globalnie i eko.

Pomysł, żeby żyć w zgodzie z naturą, powraca przynajmniej od czasów Oświecenia. To przecież Zachód wymyślił "szlachetnych dzikich", czyli ludzi nie skażonych cywilizacją, żyjących w sposób prosty, lecz pełen godności i w harmonii z otoczeniem. Była to atrakcyjna wizja, która bazowała na przekonaniu, że naturą rządzą prawa korzystne dla człowieka, a dostosowanie się do nich jest gwarancją udanego życia. Cóż z tego, skoro owe szczęśliwe dzieci natury zawsze mieszkały w jakichś niesłychanie odległych regionach świata, gdzieś w tybetańskich dolinach albo na archipelagach Pacyfiku. W krajach uprzemysłowionych natomiast ciągle się od natury oddalano, stawiając na rozwój coraz bardziej wymyślnych technologii.

sobota, 3 sierpnia 2013

Minął rok

A dokładniej, minie 5 sierpnia, gdyż tego właśnie  dnia, rok temu, umieściłam na blogu mój pierwszy wpis. Bardzo byłam przejęta, nie umiałam poradzić sobie z rozmaitymi opcjami strony, lecz postanowiłam, że będę pisać regularnie jeden post w tygodniu. Ostatnio dopadło mnie letnie lenistwo, ale ponieważ w pierwszych miesiącach byłam trochę bardziej aktywna, więc w sumie mam nawet lekką nadwyżkę postów. Zaczynałam pisać na Wordpressie, potem przeniosłam się na Bloggera. Tutaj mam możliwość umieszczania w postach filmików, a nie tylko linków do nich, i co więcej - mogę też umieszczać nagrania z własnego komputera, bez pośrednictwa You Tube. To czasem się przydaje.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...