wtorek, 6 sierpnia 2013

Bliżej natury, ale po co?

- Jak to, po co? Żeby żyć zdrowo! - powiedzą miłośnicy zdrowego trybu życia.
- I żeby chronić samą naturę, bo jej zasoby nie są niewyczerpane. Nie możemy zostawić naszym dzieciom i wnukom otoczenia kompletnie zdegradowanego - dorzucą ci, którzy lubią myśleć globalnie i eko.

Pomysł, żeby żyć w zgodzie z naturą, powraca przynajmniej od czasów Oświecenia. To przecież Zachód wymyślił "szlachetnych dzikich", czyli ludzi nie skażonych cywilizacją, żyjących w sposób prosty, lecz pełen godności i w harmonii z otoczeniem. Była to atrakcyjna wizja, która bazowała na przekonaniu, że naturą rządzą prawa korzystne dla człowieka, a dostosowanie się do nich jest gwarancją udanego życia. Cóż z tego, skoro owe szczęśliwe dzieci natury zawsze mieszkały w jakichś niesłychanie odległych regionach świata, gdzieś w tybetańskich dolinach albo na archipelagach Pacyfiku. W krajach uprzemysłowionych natomiast ciągle się od natury oddalano, stawiając na rozwój coraz bardziej wymyślnych technologii.

Tak więc dziś żyjemy w świecie, w którym natura i cywilizacja traktowane są jak dwie strony konfliktu. Zwłaszcza, że ta ostatnia zdołała wyrządzić wiele szkód środowisku naturalnemu, a ludziom przyniosła - poza wieloma udogodnieniami w życiu codziennym - także bogatą paletę chorób i dolegliwości, zwanych cywilizacyjnymi. Ot, chociażby alergie, niegdyś rzadko spotykane, które obecnie stały się prawdziwą plagą.
A do tego natura pokazuje, że ciągle ma nad nami władzę. Nie potrzeba trzęsień ziemi ani powszechnego potopu. Wystarczy gwałtowna burza, oberwanie chmury, wichura, a po niej brak prądu przez kilka dni, nieczynne bankomaty i cieknące lodówki, żebyśmy przypomnieli sobie pokornie, na jak kruchych fundamentach wznosi się nasz dobrobyt i poczucie bezpieczeństwa.
"Bliżej natury" ma więc wiele aspektów. Teoretycznie, powinno być zdrowo, wygodnie i bardziej samodzielnie. No i z korzyścią dla otoczenia. Jajka z fermy ekologicznej i razowy makaron, przyprawy i pomidorki z własnego balkonu,  orzechy piorące zamiast proszku do prania, bluzki z bawełny Fair Trade, zaś w drodze do pracy i z powrotem - rower zamiast samochodu. A także, oczywiście, staranna segregacja śmieci i powtórne wykorzystywanie wszystkiego, co da się wykorzystać. W ten sposób, blisko natury można być w centrum wielkiego miasta, nie trzeba od razu przeprowadzać się do Hajnówki albo w Bieszczady.
Równocześnie jednak, ten trend naturalistyczny, widoczny zwłaszcza wśród młodych (chociaż nie tylko), wykształconych z dużych miast, to całkiem niebagatelna moda oraz biznes. Stąd też mnożą się najrozmaitsze oferty bio-, eko- i agro-, poczynając od orkiszowego chleba na zakwasie, w sklepiku ze zdrową żywnością, aż po wakacyjne turnusy dla całej rodziny w specjalnych ośrodkach nad Bugiem. Wszystko w cenach mocno zastanawiających. Ja rozumiem, że wytwórczość rękodzielnicza musi być droższa, niż produkcja przemysłowa, lecz jednak kilogram ekochleba za złotych 18 bardzo działa mi na wyobraźnię. Podobnie, jak 30 ml nawilżającego kremu do twarzy za 168 PLN. Bo przecież, bliżej natury oznacza również: prosto, bez zbędnych dodatków, za to z wykorzystaniem tradycyjnych składników i technologii. Tymczasem prostota oraz tradycja okazują się, przynajmniej w wersji na sprzedaż, zaskakująco kosztowne. 
Do tego, spore zamieszanie panuje w samych nazwach. Bo czymże jest właściwie kurze jajko bio? Czy istnieją jakieś wytwarzane innymi metodami? Właściwą informacją o jajkach są stemple z cyferkami od 0 do 3, nie zaś nazwy, które nadaje im hodowca albo personel sklepu. A ile natury jest w kosmetykach naturalnych? Tu akurat nie ma żadnych reguł, gdyż nie istnieje definicja takich kosmetyków ani wymóg minimalnej zawartości składników naturalnych w recepturze. Ich "naturalność" może być mierzona w promilach, jeśli tak zadecydował producent. 
Nie jest łatwo żyć w zgodzie z naturą, niestety. Trochę wysiłku to jednak wymaga. Umiejętności czytania składu produktów, podstawowej orientacji w procesach hodowli czy produkcji, znajomości zasad recyklingu. No i również, jak przy wielu innych okazjach, odporności na reklamy. Trzeba sprawdzać, porównywać, zastanawiać się. A czasem warto wziąć sprawy we własne ręce. Przypomnieć sobie jakieś dawne umiejętności albo zdobyć nowe. Sięgnąć po proste, podstawowe składniki i coś z nich wyczarować. Metodami bio- albo i eko, jeśli mamy taką chęć. Żeby było naturalnie i zdrowo. A może nawet bez zbędnych kosztów.

No tak, dziś rano po raz pierwszy w życiu nastawiłam kwas chlebowy. Za trzy dni przekonam się, co mi z tego wyszło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...