czwartek, 31 października 2013

W listopadowej aurze

Jesień. Początek listopada. Celtycki Samhain i słowiańskie Dziady, święto przodków. No i Dzień Zaduszny. W jesiennej mgle, w migotaniu ogni otwiera się granica pomiędzy dwoma światami.
Zmarli - także ci, o których pamiętamy na co dzień, bez żadnej szczególnej okazji, są teraz bardziej wśród nas.
Dzisiaj coś prostego i krótkiego. I równocześnie nieprawdopodobnie złożonego. Panowie artyści mają czasem zadziwiające pomysły.

 Rondeau - wiersz, który może być również śpiewany. Autor - Franciszek Villon, tajemniczy poeta XV-wiecznego Paryża, rabuś i złodziej. Opłakuje zmarłą kochankę. Było nas dwoje, a mieliśmy tylko jedno serce - zwraca się wprost do śmierci. - Cóż ci ona szkodziła, żyjąc?

Ta przejmująca skarga stanowi część Wielkiego  Testamentu  Villona:
Mort, j'appelle de ta rigueur,
Qui m'as ma maîtresse ravie...

Muzyka - Castus Rabensang, wokalista Corvus Corax. On także jest wykonawcą. Tym razem solo, bez zespołu. I bez instrumentów.
W tle słyszymy wokalizę, która towarzyszy głównej linii melodycznej,  i w której zgodnie współbrzmią głosy męskie i kobiece.  To również on sam. Na niejedno można sobie pozwolić, jeśli skala głosu obejmuje (podobno) cztery i pół oktawy.
Śpiew a cappella zawsze jest wyzwaniem dla śpiewającego. Tutaj nie da się niczego zamaskować. Albo ma się głos i umiejętności wokalne, albo nie.
A jeśli ma się do tego pomysł, to potem realizator dźwięku miksuje 200 śladów. I na płycie powstaje chór mieszany.
Bezcielesne, fantomowe głosy otaczają śpiewaka ze wszystkich stron, dołączają się do jego lamentu, niosą go gdzieś w przestrzeń. Sklepienia krużganków potęgują dźwięk. Potem przejmuje go wiatr.

  

Nagranie pochodzi z płyty Rabengesaenge z roku 2009.                                                                                    


6 komentarzy:

  1. Rubio,
    zawsze znajdziesz coś tak wspaniałego, miłego dla ucha!
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczyłam na to, że tu zajrzysz. I że Ci się spodoba :)

      Usuń
  2. Rubio,
    ostatnio tłumaczyłaś co znaczy pseudonim artystyczny jednego z Corvusów. Przyznam, ze śmiałam się pół dnia... Czy Castus Rabensang też ma tak niecodzienną wykładnię?

    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że ma. Castus po łacinie znaczy czysty, Rabensang natomiast po niemiecku = Śpiew kruka. Pseudo dla wokalisty, jak ulał :)
      Oni w pierwszym składzie mieli bardzo wymyślne pseudonimy, czasem oparte o grę słów dość frywolną. Z tej ekipy pozostał jeszcze Venustus (= piękny) Oleriasticus (a tu już gorzej. Bo to oznacza pachnący, ale bez określenia jakości tego zapachu. Czyli może być także Piękny Śmierdziel). Ostatnio zmienił pseudonim na Wim. Może uznał, że nie jest już taki piękny, jak dwie dekady temu :)
      A Rabengesaenge jako tytuł płyty to oczywiście Krucze śpiewy.

      Sama przyznasz, że w takim średniowiecznym zespole jakiś Martin Miller czy Alex Schmidt to postacie jakby z innej bajki :)

      Usuń
  3. Mało! Alex Schmidt rybałtem? Niemożliwe! :)

    Na swojej stronie na FB umieścili plan trasy koncertowej promującej nowy album. Wybierasz się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu promują płytę późną jesienią i zimą, brr... Ale w przyszłym roku grają dwa koncerty na turnieju rycerskim w Kaltenbergu, niedaleko Monachium. Wtedy ich posłucham. Podwójna frajda, bo Kaltenberg to turniej nie byle jaki, J.O. książę Luitpold Wittelsbach temu patronuje, do tego impreza będzie jubileuszowa, trzydziesta piąta. No i w lipcu :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...