piątek, 29 listopada 2013

Dyskusja o ekspresie, czyli co warto umieć

Przeczytałam niedawno dyskusję  na pewnym forum. Zaczęła się od pytania, czy należy mieć w domu ekspres do kawy, gdyż pani, która zaprosiła gości na przyjęcie, tak się zawstydziła brakiem tego sprzętu, że w końcu kawy im nie podała. Uznała, że zalewanie jej wrzątkiem w szklance nie jest wystarczająco eleganckie, jak na rangę osób zaproszonych. Wolała wymyślić, że zapomniała kupić kawę.
Dyskusja rozwinęła się wielokierunkowo. W zdecydowanej mniejszości była grupa, która uważała, że ekspres w domu jest konieczny. Może niekoniecznie bardzo drogi, raczej średniej klasy, przepływowy, nie ciśnieniowy. Większość osób twierdziła, że kawę można przecież zaparzyć także w kawiarce albo specjalnym dzbanku, który odcedza fusy, kawa więc nie będzie zgrzytać w zębach. Wcale niemało było również dyskutantów, którzy uważali, że jeśli goście chcieli się napić kawy, to mogli to zrobić u siebie w domu, gdyż z wizytą przychodzi się po to, by miło spędzić czas, a nie oczekiwać poczęstunku...

środa, 20 listopada 2013

Lepiej nie mieć, niż udawać

Nie przypuszczałam, że zegarek ministra Nowaka będzie dla mnie kiedykolwiek powodem do refleksji. Kiedy jednak prokuratura obwieściła, że jest to warta kilkaset złotych podróbka modelu, który w oryginale kosztuje trzydzieści razy więcej, pomyślałam: no dobrze, nie chciał człowiek wydawać kupy forsy na piekielnie kosztowny gadżet; chwali mu się, że tak oszczędny. Ale nie mógł kupić sobie zwyczajnie jakiegoś szwajcara za trzy do pięciu tysięcy? Pełno ich w sklepach z zegarkami. Porządne, solidne, nie epatują ceną, lecz mają swoją jakość. W sam raz dla urzędnika państwowego w kraju na dorobku.
Mój syn koniecznie chciał roleksa za bodajże 560 zł, z oferty na Allegro. Bo jego kolega taki dostał. Miała to być kopia (czytaj: podróbka) modelu z kategorii cenowej 20 000+. Ciężko mu było wybić ten pomysł z głowy. Jak widać, z takich dziecięcych albo nastoletnich pragnień można nie wyrosnąć, nawet piastując poważne stanowisko.

czwartek, 14 listopada 2013

Jesienne jagody

Za oknem jeszcze zielona trawa, pod płotem kwitną marcinki, a ostatnie liście trzmieliny przyciągają wzrok jaskrawą czerwienią.  Jeszcze doniczki azalii, kamelii i nawet miniaturowej pomarańczy stoją przed domem. Jeszcze wiewiórki biegają po jesionach.
Jeszcze, jeszcze, jeszcze...
Listopad to miesiąc przejściowy. Skończyła się ładniejsza, "złota" część jesieni, w tym roku naprawdę słoneczna i kolorowa, a do prawdziwej, śnieżnej zimy daleko. Nawet jeśli spadnie śnieg, to najpewniej szybko zamieni się w brudne błocko na ulicach.
Urodziłam się w listopadzie, pod sam koniec, podobnie zresztą jak mój mąż, trudno więc mi uznać ten miesiąc za zupełnie stracony. Czasem jednak się zastanawiam: czy listopad może kojarzyć się przyjemnie, czy wyłącznie z jesienną pluchą? Co by tu znaleźć, co zrównoważyłoby choć trochę szarość i senny nastrój?

czwartek, 7 listopada 2013

Minimalizm - optymalizm

Wyłączyli nam prąd. Było to wyłączenie zaplanowane, w godzinach 9-17, poprzedzone ogłoszeniem. Wywieszono je tak dawno, że zdążyłam o tym zapomnieć i akurat tego dnia, kiedy postanowiłam spędzić długie godziny w domu, przy komputerze (sprawy zawodowe, żadne tam buszowanie w sieci), musiałam zająć się czymś zupełnie innym.
No i zajmowałam się, nawet dość intensywnie. Znowu w szafkach zrobiło się bardziej przestronnie.
Ale nie zamierzam wypisywać tu peanów na cześć pozbywania się rzeczy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...