czwartek, 14 listopada 2013

Jesienne jagody

Za oknem jeszcze zielona trawa, pod płotem kwitną marcinki, a ostatnie liście trzmieliny przyciągają wzrok jaskrawą czerwienią.  Jeszcze doniczki azalii, kamelii i nawet miniaturowej pomarańczy stoją przed domem. Jeszcze wiewiórki biegają po jesionach.
Jeszcze, jeszcze, jeszcze...
Listopad to miesiąc przejściowy. Skończyła się ładniejsza, "złota" część jesieni, w tym roku naprawdę słoneczna i kolorowa, a do prawdziwej, śnieżnej zimy daleko. Nawet jeśli spadnie śnieg, to najpewniej szybko zamieni się w brudne błocko na ulicach.
Urodziłam się w listopadzie, pod sam koniec, podobnie zresztą jak mój mąż, trudno więc mi uznać ten miesiąc za zupełnie stracony. Czasem jednak się zastanawiam: czy listopad może kojarzyć się przyjemnie, czy wyłącznie z jesienną pluchą? Co by tu znaleźć, co zrównoważyłoby choć trochę szarość i senny nastrój?

Zauważyłam, że sójki z ożywieniem buszują w wielkim dławiszu, który zarasta mi trejaż. Czego tam szukają? Jagód. Drobnych, okrągłych, pomarańczowych jagód, które tkwią na zupełnie już nagich gałązkach.
A w żywopłocie z ligustru jagody są czarne. Na mahoniach - granatowe z niebieskim nalotem. Na berberysach - podłużne, jaskrawoczerwone. Najdziwniejsze są jagody trzmieliny, jaskrawe, pomarańczowe, otoczone czterema skrzydełkami barwy białej albo różowej, zależnie od odmiany.
Jest jeszcze jarzębina - jarząb szwedzki z wielkimi kiściami  jasnoczerwonych korali.
Taka jesienna, naturalna biżuteria. Zostanie na gałązkach, dopóki nie zwarzy jej mróz albo nie zjedzą ptaki.
Te jagody są właściwie tylko do oglądania, lecz listopad ma dla nas również ofertę konsumpcyjną, a w niej propozycję całkiem pociągającą - żurawinę i borówki. Wprawdzie w ogródku posadziłam tylko parę krzaczków borówek, żeby zdobiły wrzosowisko, a na żurawinę jest u mnie zdecydowanie za sucho, lecz na targu zawsze znajdzie się stragan, gdzie można je kupić. Do borówek mam sentyment od dzieciństwa, kiedy oglądałam ilustracje w książeczce Na jagody Marii Konopnickiej. Panny borówczanki i królewicze jagodowi byli tam po prostu piękni, tak samo, jak ich królestwo.  Obecnie mam do jagód podejście znacznie bardziej praktyczne, do tego sama w lesie ich nie zbieram, lecz ciemnoczerwone koraliki, rozjaśnione po jednej stronie, nadal mi się podobają.
Borówki i żurawinę smażę tradycyjnie - z gruszkami albo jabłkami, które łagodzą cierpki smak jagód. Z żurawiny wielkoowocowej robię mus, też z dodatkiem gruszek. To są znakomite owoce na przetwory mało słodkie, lekko pikantne, z dodatkiem ziela angielskiego, goździków i gałki muszkatołowej. Będą zimą znakomitym dodatkiem do omletów i serów, a i do mięsa też, chociaż mięsa u nas bardzo mało się jada. Nie mam szczególnych skłonności do stania przy garnkach, ale na świątecznym stole borówki muszą być, więc sama je przyrządzam w listopadzie. 
No i robię teraz - dopóki  owoce są jeszcze świeże, ładne i nie przemrożone - koktajle z żurawiny i gruszek (jabłka też mogą być, ale gruszki są słodsze). Dużą garść jagód i gruszkę pokrojoną na drobne kawałki miksuję w blenderze przez kilkanaście sekund, i już. Jeśli pulpa jest za gęsta, dodaję trochę wody. Duża szklanka takiego koktajlu rankiem to bomba witaminowa. Prawdziwy napój energetyzujący. Żurawiny i borówki mają podobno też wiele innych właściwości zdrowotnych i znakomicie nadają się na taki okres chłodny, kataralno-przeziębieniowy. Że są cierpkie? Taka ich uroda, zresztą koktajl zawsze można dosłodzić.
A poza tym - bardzo podoba mi się ten kolor. Koktajl, kisiel czy galaretka z ciemnoczerwonych jesiennych jagód po prostu świetnie wyglądają. Wprawdzie to tylko barwny akcent na stole, ale jednak skutecznie przeciwstawia się nijakości jesiennego dnia.

1 komentarz:

  1. Dobre są żurawiny utarte (zmiksowane) z miodem/cukrem i jabłkiem. Ale , prawdę mówiąc, ostatnio kupiłam i nie dotrwały - pożarłam na surowo, bez żadnych dodatków. Uwielbiam ten moment, gdy kulki pękają w zębach. ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...