wtorek, 31 grudnia 2013

Przednoworocznie

Zmiana daty w kalendarzu w moim życiu tak naprawdę niczego nie zmienia. Poza cyferką w liczbie oznaczającej przeżyte lata, oczywiście. Ta akurat zmiana, chociaż pozornie drobna, jest jednak niespecjalnie przyjemna, gdyż przypomina o sprawach, na które zupełnie nie mam wpływu.
No cóż, skoro upływ czasu tak naprawdę, ale to naprawdę nie zależy od mojej woli i chęci, nie mam zamiaru jakoś szczególnie się nim przejmować. Muszę go wkalkulować w życie, i tyle. Nie zamierzam podejmować żadnych zobowiązań noworocznych. Żaden z moich zamiarów, projektów czy obowiązków nie kończy się 31 grudnia, więc też i następny dzień nie wyznacza jakiejś linii demarkacyjnej.

piątek, 27 grudnia 2013

Czerwone korale

Sylwester się zbliża, a wraz z nim okazja, żeby pomyśleć, jakby się tu przyozdobić. Najlepiej, oczywiście, biżuterią. Że to postawa nieminimalistyczna? Ależ skąd, nie dajmy sobie wmówić. Cała historia ludzkości wskazuje, że biżuteria towarzyszyła nam od zawsze: odkrywane przez archeologów koraliki i zawieszki z kości, rogu, kamienia, miedzi i brązu, nie wspominając już o metalach szlachetnych, są tak stare, jak groty strzał, toporki i noże. Pewnie nawet Ewa w raju wpinała jakiś kwiatek we włosy. Co więcej, można się ozdabiać, wykorzystując do tego jedynie własne ciało i trochę barwników: skomplikowane malunki i tatuaże różnych egzotycznych ludów są tego najlepszym dowodem.
W naszym kręgu cywilizacyjnym malunki przybrały jednak  formę makijażu, natomiast tatuaże cieszą się powodzeniem dość umiarkowanym. Nic dziwnego, nawet tych najładniejszych, kiedy się już opatrzą, nie da się tak po prostu z siebie zdjąć.

sobota, 14 grudnia 2013

Święta są dla nas...

...a nie my dla świąt - twierdziła moja babcia. I, jak to często bywa w przypadku kobiet, których życie nie rozpieszczało, miała rację.
Zastanawiam się czasem: jak to się dzieje, że tak często święta, które dla wszystkich, w tym również dla osób niewierzących, mogłyby być dniami pogodnego odpoczynku, nagle stają się skrzyżowaniem obozu pracy z dreszczowcem? A jeśli nawet nie same święta, to przedświąteczne przygotowania?
Teoretycznie,  nie ma powodu do dramatu: uroczysta kolacja, a potem dwa wolne dni, kiedy można spotykac się z rodziną, przyjaciółmi, albo - mając wreszcie trochę czasu wolnego, robić to, na co ma się ochotę. Albo nic nie robić. Poczytać, pójść na spacer... Czysta przyjemność leniuchowania. No i jeszcze prezenty. Dużo dobrego jedzenia. Wszystko razem brzmi całkiem zachęcająco i wcale nie strasznie, a tymczasem w mediach mnożą się jakieś survivalowe porady, jak przetrwać ten czas. Wytrzymać i mieć wreszcie za sobą.
Jakby to była odmiana nagłej grypy
Plus, oczywiście, mnóstwo rad i przepisów, co i jak należy zrobić, żeby każdy element świąt - poczynając od wigilijnego barszczu, a skończywszy na opakowaniach prezentów, wypadł doskonale.

piątek, 6 grudnia 2013

Pochwała żakietu

Zmieniając zawartość szafy z letniej na zimową, policzyłam przy okazji żakiety. No, trochę się ich znalazło. Więcej mam żakietów, niż spodni i spódnic razem wziętych. A jeśli doliczyć do tego bluzki, najczęściej koszulowe, które można nosić samodzielnie, to okazuje się, że "góry" mają w mojej szafie zdecydowaną przewagę.
Podobno każda kobieta ma jakiś element garderoby, do którego, świadomie albo i nie, przywiązuje szczególną wagę. Są przecież kolekcjonerki butów, torebek albo eleganckiej bielizny.
Nie mam zapędów kolekcjonerskich, w ubraniach staram się zachowywać minimalistyczny rygor, zwracam uwagę na buty i torebki (tu akurat głęboko nie zgadzam się z panią Loreau, że jedna super-torebka zaspokoi nasze potrzeby na długie lata), lecz gdybym miała powiedzieć, jaka część stroju liczy się dla mnie najbardziej, nie wahałabym się długo. Żakiet. Oczywiście, że żakiet.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...