piątek, 27 grudnia 2013

Czerwone korale

Sylwester się zbliża, a wraz z nim okazja, żeby pomyśleć, jakby się tu przyozdobić. Najlepiej, oczywiście, biżuterią. Że to postawa nieminimalistyczna? Ależ skąd, nie dajmy sobie wmówić. Cała historia ludzkości wskazuje, że biżuteria towarzyszyła nam od zawsze: odkrywane przez archeologów koraliki i zawieszki z kości, rogu, kamienia, miedzi i brązu, nie wspominając już o metalach szlachetnych, są tak stare, jak groty strzał, toporki i noże. Pewnie nawet Ewa w raju wpinała jakiś kwiatek we włosy. Co więcej, można się ozdabiać, wykorzystując do tego jedynie własne ciało i trochę barwników: skomplikowane malunki i tatuaże różnych egzotycznych ludów są tego najlepszym dowodem.
W naszym kręgu cywilizacyjnym malunki przybrały jednak  formę makijażu, natomiast tatuaże cieszą się powodzeniem dość umiarkowanym. Nic dziwnego, nawet tych najładniejszych, kiedy się już opatrzą, nie da się tak po prostu z siebie zdjąć.

Tak więc, pozostaje jednak biżuteria. Przy prostych, minimalistycznych strojach jest nawet niezbędna, gdyż nadaje im charakter. To naprawdę nie jest obojętne, czy nosimy wyrazisty, okazały naszyjnik, czy niewielką broszkę wpiętą w klapę żakietu.
Bizuteria może jednak sprawiać kłopoty. Zwłaszcza ta podarowana. Mam sporo rozmaitych złotych drobiazgów, które dostawałam od rodziców i od męża. Nie zakładam ich, gdyż zdecydowanie wolę srebro. Noszę wprawdzie złotą obrączkę i pasujący do niej pierścionek z malutkim oczkiem, ale rozmaite złote  łańcuszki, zawieszki i broszki  mogłyby dla mnie nie istnieć. W rodzinnym gronie nikt tego nie chciał zauważyć, aż musiałam sprawę postawić jasno: kochani, żadnego złota, szkoda waszych wysiłków i pieniędzy.
Pewnie teraz zdecydowałabym się na obrączkę z białego złota, ale co było, to było i nie chce mi się jej zmieniać. Żeby jednak tak całkiem nie zrywać z zasadą, że wszystkie elementy biżuterii powinny być z kruszcu tej samej barwy (czyli albo złotej, albo srebrnej), na okazje bardziej formalne zakładam wisiorek z rodowanego srebra, częściowo złocony. Dobrze się komponuje z obrączką i pierścionkiem.
Biżuteria powinna mieć charakter. Jaki? Trudno to zdefiniować, gdyż wkraczamy tutaj w sferę bardzo osobistą, gdzie rządzą trochę  inne reguły, niż w modzie. Naszyjnik po prababci, wisiorek "na szczęście" z okazji matury, sznur turkusów wytargowanych na marokańskim suku, pierścionek zaręczynowy z brylantem (nie z perłą, bo perły to łzy i zły omen) - wszystko może zawierać dodatkowe, niepowtarzalne treści, które czasem znaczą więcej, niż sam wygląd przedmiotu. Własne wspomnienia, czyjeś dobre intencje, przesądy - a czemuż by nie? - rozmaite skojarzenia i fantazje sprawiają, że znaczenie ozdób daleko wykracza poza ich wartość dekoracyjną i materialną.
Ale przy noszeniu tych wspaniałości również sprawdza się zasada, że mniej znaczy lepiej. Obowiązkowe niegdyś "garnitury" typu naszyjnik + kolczyki + pierścionek można jeszcze spotkać w ofertach pracowni jubilerskich, lecz poszczególne części zazwyczaj są wyceniane osobno, nie trzeba więc kupować całego kompletu. I bardzo dobrze, bo to taka elegancja trochę miniona.
Najlepiej zdecydować się na jeden, wyrazisty element, inne traktując wyłącznie jako uzupełnienie. Dla mnie jest to spory wisiorek albo naszyjnik średniej długości. Nie noszę kolczyków, a z pierścionków - tylko ten do obrączki.
Najważniejsze jest zatem to, co na szyi.
Bardzo jasne, błyszczące srebro rodowane i bursztyn w kolorze ciemnej herbaty; srebro z tęczową oksydą i biała perła, srebro oksydowane na czarno plus rozetki z białej emalii, srebro grawerowane z elementami złoconymi, uzupełnione kaboszonami lapis-lazuli ze złotymi inkluzjami - to  takie solidniejsze ozdoby na sezon jesienno-zimowy. Bo latem wolę niezobowiązującą biżuterię etno, paciorki z turkusu i ciemnoniebieskiego sodalitu, mozaikowe szkło z Murano, masę perłową, nawet drewno hebanowe w srebrnej oprawie.
W gruncie rzeczy, wcale nie mam ich wiele. Kilka wisiorków, parę naszyjników, tyle, że starannie dobranych.Tak, żeby coś znaczyły.
Bardzo lubię zaglądać do internetowych galerii, takich jak ArsNeo czy Olissima, gdzie swoje wyroby oferują jubilerzy, którzy wykonują pojedyncze egzemplarze, czasem dość wyszukane, o fantazyjnych nazwach.  Niesłychanie misterne naszyjniki wykonywane techniką haftu koralikowego, inspirowane trylogią Tolkiena, o nazwach nawiązujących do krainy Rivendell; minimalistyczne zawieszki z puncowanego srebra i jednej perły; wisiory steampunkowe, w których wykorzystano części pochodzące z XIX-wiecznych zegarków - tutaj widać, że jubilerstwo naprawdę może być sztuką.
Ostatnio zaciekawiły mnie naszyjniki z tytanu. To metal lekki, bardzo twardy, trudny w obróbce, dopiero od niedawna używany do wyrobu biżuterii. Słyszałam o nim od męża, który pracuje nad technologią powłok tytanowych - ale on zajmuje się akceleratorami, a nie jubilerstwem! Okazało się, że szary, matowy tytan może być niesłychanie barwny, gdyż w procesie utleniania zaczyna mienić się rozmaitymi odcieniami fioletu, błękitu, barwy brunatnej, rudawej, a nawet złocistej i kremowej. Satynowany, wygląda bardzo efektownie. Nowoczesne technologie w służbie prastarej sztuki zdobniczej: ażurowa, szesnastopłatkowa rozetka-mandala z rodowanego srebra, nałożona na wypukły krążek z szafirowego tytanu, to akurat coś dla współczesnej czarownicy.
No bo przecież te wszystkie metale i kamienie mają właściwości rozmaite i trzeba wiedzieć, jak je wybierać i zestawiać ze sobą, żeby uzyskać pożądany efekt, nie tylko estetyczny.
A poza wszystkim innym, warto mieć czerwone korale. To taka kwintesencja kobiecości. Pasują właściwie do wszystkiego i nigdy nie są ani przesadnie ozdobne, ani nadmiernie skromne. Nie muszą być z korala. Moje są z ciemnego karneolu, barwy żurawiny. Spłaszczone kulki różnej wielkości, szlifowane fasetkowo, pojedynczy, niedługi sznurek. Sama prostota. Ale jednak przyciągają wzrok, o czym już nieraz się przekonałam. 
Tak to już jest z czerwienią. Wyrazisty, ożywczy kolor krwi i ognia działa także wówczas, kiedy jest go niewiele. W koralikach, które dadzą się zamknąć w jednej dłoni.

1 komentarz:

  1. Korale to piękna biżuteria, zawsze kojarzy mi się z naszą tradycją i historią :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...