niedziela, 9 marca 2014

Elegancja z obciachem

Nigdy nie przypuszczałam, że Tomasz Jacyków napisze coś, z czym będę miała ochotę zgodzić się w prawie stu procentach. No, może w osiemdziesięciu. Kojarzę go jako celebrytę, nie projektanta mody, więc też i jego poglądy na to, co warto albo należy nosić, były mi całkiem obojętne. Skoro jednak wpadła mi w ręce książka o elegancji i obciachu polek i polaków od stóp do głów (pisownia z okładki), to ją przeczytałam. Książka jest dosyć chaotyczna, żeby nie powiedzieć - bezładna, autor za dużo pisze o sobie, zamiast o elegancji i obciachu, używa języka na granicy wulgarności, czasem ją nawet przekraczając, ale w sumie - warto było poświęcić trochę czasu na lekturę.

Głównie dlatego, że Jacyków ma dar obserwacji i sporo pisze o tym, co dostrzega na ulicy. Nie o żadnym street fashion, tylko o tym, co zakładają ludzie idąc rankiem do pracy albo na uczelnie, a po południu - do kina czy na zakupy. Pisze też o ubieraniu się urlopowym i na różne wyjścia. Jest co poczytać.Tym bardziej, że pomimo dość drażniącej otoczki (ach, czemuż to polskie ekspedientki nie oszczędzają na torebkę od Hermesa albo przynajmniej Vuittona? Przecież ich włoskie koleżanki tak robią!), autor pod wieloma względami ujawnia się jako całkowity tradycjonalista. I w tym jego siła.
Że ubranie powinno pasować do typu sylwetki i, ogólnie, parametrów fizycznych właściciela/właścicielki wiedzą wszyscy, chociaż nie wszyscy się do tego stosują. Takie więc uwagi, że jeśli ma się około 160 cm wzrostu albo obwód w talii równy temu w biodrach to pewne fasony odpadają z założenia, należą do oczywistych oczywistości. Ale Jacyków uparcie powtarza, że ubranie powinno pasować również do okoliczności, w jakich je nosimy. Czyli - do pracy inaczej, niż po pracy. W mieście inaczej, niż w plenerze. Odzież i buty sportowe - tylko na sali ćwiczeń. Ba, do kościoła i na pogrzeb też należy wybrać coś stosownego.
Jest to przypomnienie reguł znanych od wieków. Jak trafnie ujął Wyspiański: trza być w butach na weselu! Ścisłe zasady, co i kiedy nosimy, obowiązywały nie tylko ludzi "z towarzystwa"; najprostsze zróżnicowanie - na ubiór codzienny i odświętny - było przestrzegane także w chłopskich chatach. Jeśli ktoś mógł sobie pozwolić, zawsze miał to lepsze, wyjściowe ubranie. Albo przynajmniej wiedział, że powinien je mieć. Taki Nikodem Dyzma, kiedy trafiła mu się okazja, nie poszedł na dyplomatyczne przyjęcie w codziennym łachu z rękawami wytartymi na łokciach. Wypożyczył smoking.
To dopiero na fali rewolucji obyczajowej lat 60. ubiegłego wieku rozpowszechnił się pogląd, że ubranie odzwierciedla osobowość tego, kto je nosi i w związku z tym należy do sfery całkowicie osobistej. No i tak bardzo tę osobowość eksponujemy, że po drodze tracimy z oczu fakt, iż dawne zasady bynajmniej nie umarły, lecz mają się całkiem dobrze. Po krótkim czasie zamieszania, dress code przestał być traktowany jak  śmieszny relikt obowiązujący w sferach dyplomatycznych i kancelariach adwokackich, rozpowszechnił się w korporacjach i stopniowo zagarnia dla siebie coraz to nowe obszary. Urzędniczka w zmechaconym sweterku i klapkach odpływa w przeszłość coraz bardziej odległą.
I bardzo dobrze. W gruncie rzeczy, takie jasne reguły, jak należy się ubrać - do pracy, na obronę doktoratu, na przyjęcie na działce - bardzo ułatwiają życie. Minimalizują niebezpieczeństwo rozmaitych wpadek i poprawiają samopoczucie. Naprawdę. Bo osobowość osobowością, lecz obserwacja, że wyglądem bardzo odstajemy od reszty otoczenia, przyjemnością nie jest, a raczej wiąże się z poczuciem obciachu. Pomijam fakt, że do pewnych miejsc w nieodpowiednim stroju po prostu nie wpuszczają i dotyczy to nie tylko turystów, którzy w szortach wybrali się na zwiedzanie katedry. Niedawno mój syn, idąc gdzieś z kolegami, stroił się przed lustrem: koszula, marynarka, garniturowe półbuty - bo tam inaczej się nie wejdzie, mama, wiesz? Słusznie. Niech się przyucza, że bluza z nadrukiem w pewnych sytuacjach po prostu nie funkcjonuje.
Dlatego Jacyków zajmuje się strojem urzędniczek, idących do pracy. Albo matek z dziećmi na wakacjach. Albo poucza, że do kościoła należy ubierać się skromnie. (Tutaj przypomniał mi się apel pewnego włoskiego proboszcza do nastoletnich parafianek, które przychodziły na mszę w topach na ramiączkach i z odsłoniętym pępkiem: Bóg zna wasze ciała! Nie musicie pokazywać Mu ich w kościele!). Albo sugeruje, jak zestaw najprostszy - czarna spódnica, biała bluzka - przy pomocy dodatków odmienić w taki sposób, żeby posłużył do pracy, na spotkanie koktajlowe po pracy i jeszcze na wypad z chłopakiem do klubu. Zadziwiająco racjonalny jest to autor. I do tego twierdzi, że ciuchów można mieć mało, lecz muszą być wysokiej jakości. Nawet te wyszukane w second handach.
Minimalista, doprawdy.
Co prawda, z tymi superluksusowymi torebkami, jakie noszą włoskie ekspedientki (a do czego Polki też powinny aspirować), to gruba przesada. Włochy są krajem, w którym kwitnie handel podróbkami. Do tego stopnia, że kilka lat temu uchwalono przepisy, pozwalające karać grzywną osoby, które je kupują. No i od razu padły ich ofiarą japońskie turystki, które w centrum Rzymu, na straganach, kupiły sobie jakieś fałszywe torebki Prady czy Gucciego.
A noszenie jednego, luksusowego gadżetu do taniego stroju wcale nie podnosi jego jakości. Wprost przeciwnie, raczej budzi przypuszczenia, że gadżet to właśnie podróbka. Jacyków zresztą sam o tym pisze.
Nie sposób się z nim nie zgodzić, kiedy wyjaśnia, że elegancja i moda to dwie różne ścieżki, albo że nie istnieje coś takiego, jak "sportowa elegancja", dla ogólnego wrażenia zaś największe znaczenie ma tak zwana prezencja, czyli sposób noszenia się.
Jeżeli ktoś by szukał poradnika, jak się ubierać, to nie jest to dobra lektura, gdyż za wiele w niej przeskakiwania z tematu na temat, bez wyraźnej myśli przewodniej. Systematyczność na pewno nie jest jej zaletą. Ale z tego chaosu można, jak z zupy, wyłowić całkiem smaczne kąski. Jacyków bazuje bowiem na obserwacjach, na tym, co można dostrzec wokoło, tu i teraz. Takie to trochę socjologiczne, lecz z pazurem. Uzupełnia mi się z Sarzyńskim i jego Wrzaskiem w przestrzeni [KLIK]. Obaj autorzy nie mają zresztą dobrego zdania o naszym poczuciu estetyki. Nie przepadam za różnymi krągłymi generalizacjami - bo my, Polacy, to już tak mamy, że... - czasem jednak trochę takich spostrzeżeń ogólnych skłania do refleksji, nie tylko nad zawartością własnej szafy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...