sobota, 30 sierpnia 2014

Co mi daje minimalizm?

Usłyszałam niedawno takie pytanie w rozmowie z osobą, która przygotowuje pracę na temat polskich minimalistów. Zastanowiłam się. Hmm...
Nie mam ochoty uogólniać, minimaliści są, jak przypuszczam, grupą dosyć zróżnicowaną i dużo zależy od punktu wyjścia. Nie mam więc pojęcia, czy moje korzyści płynące z postawy minimalistycznej są  typowe; doświadczenia innych osób mogą być dość odmienne.

niedziela, 10 sierpnia 2014

A gdyby tak - włamywacze?

Przeczytałam niedawno książkę austriackiego pisarza Arno Geigera Wszystko o Sally. Powieść czytało mi się dobrze, nie znalazłam w niej tego, czego szukałam - chodziło mi o Wiedeń z punktu widzenia rodowitych wiedeńczyków, a tymczasem jej akcja mogłaby rozgrywać się w dowolnym mieście świata i realia miejsca nie mają tam większego znaczenia - ale sytuacja, która jest punktem wyjścia dla całej fabuły, nieoczekiwanie zainteresowała mnie z zupełnie innych względów. Tytułowa Sally oraz jej mąż, Alfred, oboje w średnim wieku, ustabilizowani życiowo (etnolog i nauczycielka w liceum), wyjeżdżają na urlop do Anglii, a tymczasem do ich domu włamują się złodzieje. Po błyskawicznym powrocie para zastaje dom nie tyle nawet okradziony - największą stratę poniósł syn, któremu z pokoju zniknął drogi sprzęt elektroniczny i gry - ile raczej kompletnie zdewastowany. W kuchni - produkty wyrzucone z szafek, podarte pudełka i potłuczone butelki, w salonie - porozbijane ozdoby, w sypialniach - kłębowisko zniszczonych ubrań wywleczonych z szaf. Drobniejsze sprzęty połamane, do tego dywany i ściany oblane, czym się dało - choćby sokiem z kuchennych zapasów. Włamywacze nie darowali nawet łazience, gdzie rozbili flakony z kosmetykami. Jednym słowem - mała, domowa apokalipsa.

piątek, 1 sierpnia 2014

Mam wszystko

Dawno tu nie pisałam, gdyż w tym czasie zajmowałam się pisaniem czegoś zupełnie innego. Nie znaczy to, że w moim życiu nie działo się nic, czemu warto byłoby poświęcić post na blogu. Owszem, działo się i będę do tego wracać. Ale najpierw parę zdań o sprawach bardziej ogólnych. Takich, co wynikają raczej z  przemyśleń, niż działań.

Nie ukrywam, że tytuł tego posta chodził mi po głowie od dłuższego już czasu. W ten sposób autorka pewnego bloga o modzie, bardzo zresztą ciekawego, zachęcała niegdyś swoje czytelniczki, by nie spieszyły się z zakupami nowych strojów. Należy powiedzieć sobie: mam wszystko, czego potrzebuję i cierpliwie, bez pośpiechu, wprowadzać takie zmiany, żeby nasza garderoba osiągnęła stan bliski ideału.
Mam wszystko? Zasadniczo trudno temu zaprzeczyć, bo raczej nie chodzimy po ulicach ubrane  mocno niekompletnie, narażając się na zdziwione spojrzenia i złośliwe komentarze. Pomijając sytuacje wyjątkowe - na przykład, tracę w podróży cały bagaż - głęboki jęk nie mam co na siebie włożyć nie stoi w sprzeczności z faktem, że równocześnie mam wszystko, żeby wyjść pomiędzy ludzi i jako tako między nimi egzystować. Nawet na ślub przyjaciółki, co to miał być w pięknym słońcu, a odbywa się w strugach deszczu i przy temperaturze prawie jesiennej, zawsze się coś w szafie znajdzie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...