niedziela, 21 września 2014

Antyrozwojowo

Czasem sobie coś czytam. Coś, co piszą kobiety dla kobiet. Artykuły w prasie, poradniki, czasem również wpisy na blogach. I zdarza mi się, że czytając, mam odruch sprzeciwu: nie, wcale nie chciałabym  w taki sposób organizować sobie codzienności.

Może to tylko kwestia języka. A może nie tylko. W każdym razie nie chciałabym, żeby wszystko, co robię, było zadaniem, wyzwaniem albo częścią projektu. Jakiego? Na życie, oczywiście. To jest bowiem język, ale również i sposób myślenia o sobie, przejęty z funkcjonowania korporacji. Mam stawiać przed sobą zadania i mam podejmować wyzwania, żeby się nieustannie rozwijać.

Tyle, że  ja jednak nie jestem sprawnie albo i niesprawnie działającą firmą. I nie podoba mi się myśl, że życie powinno przypominać szkolenie kadr. Sprawnych, dobrze zorganizowanych i gotowych do przeróżnych wyzwań.

Zasadniczo, nie powinnam być przeciw. Planowanie, osiąganie celów bliższych i dalszych oraz rozwój są od zawsze wpisane w naszą kulturę, można by nawet powiedzieć, że stanowią fundament cywilizacji Zachodu. Od dzieciństwa jesteśmy do tego wdrażani, przez cały system wychowania i edukacji. Co zresztą później ułatwia funkcjonowanie w społeczeństwie. W każdym razie - na pewno w sferze zawodowej.
Ale żeby rozszerzać tę zadaniową koncepcję na wszystkie dziedziny życia?

Może w ten sposób odzywa się wojownicza część naszej natury.  Nakazuje, żeby szczelnie wypełniać sobie dni i tygodnie rozmaitymi drobnymi celami do osiągnięcia, a wszystko, co w życiu warto zrobić, traktować jak wyzwanie.
I tu zaczynam mieć wątpliwości: właściwie, czemu służy taka retoryka i postawa zdobywców? 
Przekaz jest dosyć prosty - wyzwania to rodzaj ścieżki, na której osiągniemy rozwój osobisty, a ten przełoży się na życiowe sukcesy. Inaczej grozi nam stagnacja, zaniedbanie i regres. Na polu zawodowym tak samo, jak na prywatnym. 
A tu mi już coś zaczyna poważnie zgrzytać.

Firmy, owszem, muszą mieć starannie zaplanowaną strategię rozwoju. Wynika to z wielu czynników, choćby z reguł rządzących gospodarką. Nawet małe, całkowicie rodzinne przedsiębiorstwo typu gospodarstwo ekologiczne czy agroturystyczne nie może funkcjonować bez przemyślanego, konsekwentnie realizowanego planu. Wiadomo przy tym, że firma, która się nie rozwija, zaczyna przegrywać z konkurencją.
W odniesieniu do ludzkiego życia jest to jednak analogia fałszywa. A w najlepszym razie - mocno niepełna.

Dlaczego? Przede wszystkim z tego powodu, że rozwój jest  naturalną cechą wszystkich istot żywych. Dokonuje się niezależnie od ich woli, a często również - nieświadomie, czego  najlepszym przykładem są małe dzieci.
Rozwój jest także procesem stałym, chociaż nierównomiernym; dopóki żyjemy, dopóty mamy szansę. Sfera cielesna, intelektualna i duchowa nie są tu ściśle ze sobą skorelowane. Nawet bardzo poważne deficyty w jednej (przewlekła, ciężka choroba, kalectwo, starzenie się organizmu) nie wykluczają intensywnego rozwoju w dwóch pozostałych.
Rozwój często dokonuje się  spontanicznie i bynajmniej nie wymaga, żeby nim bezustannie sterować. Ludzie, którzy nie koncentrują się na własnym rozwoju, ba, nawet w ogóle o nim nie myślą, też się rozwijają. I to jak! Przede wszystkim wówczas, kiedy starają się jak najlepiej rozwiązać te wszystkie zadania, jakie podsuwa im życie.
I to jest właśnie kwestia bardzo ważna: oczywiście, można sobie stawiać za cel własny rozwój w takiej czy innej dziedzinie. Dotyczy to, na przykład, pewnych zdolności czy nawet talentu. Muzycznego albo matematycznego czy też łatwości w przyswajaniu języków.Takie wrodzone predyspozycje na pewno warto świadomie rozwijać, warto pracować nad nimi. Ale - poza tym obszarem istnieje również wielka strefa, w której rozwój jest pochodną, swoistym bonusem, jaki otrzymujemy, chociaż wcale o niego nie zabiegamy.
Nie mając jeszcze dzieci, nie miałam również pojęcia, ile wysiłku, sprytu i cierpliwości potrzeba, żeby przekonać upartego kilkulatka do zrobienia czegoś, co akurat uznawałam za słuszne. Zdolności negocjacyjne wyraźnie wzrastały mi w miarę upływu czasu, poprzez kontakt z synami, niejako przy okazji, i nadal utrzymują się na wysokim poziomie, Nie skupiałam się również na rozwoju moich nikłych umiejętności ogrodniczych - po prostu  chciałam, żeby z przyjemnością dało się popatrzeć na kawałek ziemi wokół naszego domu. To było zresztą prawdziwe wyzwanie: jak sprawić, żeby na mazowieckim ugorze V klasy w ogóle chciało rosnąć coś poza macierzanką i szczawiem?

Bardzo często zyskujemy wiedzę i umiejętności, chociaż nie są one naszym celem, lecz jedynie narzędziem, środkiem do osiągnięcia celów innych. Umiejętność negocjowania, przećwiczona wielokrotnie w domowych czterech ścianach, procentuje później w pracy, tak samo, jak chociażby sprawna organizacja dnia. Wiele kobiet, zwłaszcza tych, które pracują i mają małe dzieci, jest mistrzyniami logistyki, chociaż wcale nie stawiały przed sobą takiego zadania. Kreatywność ujawnia się zupełnie spontanicznie, kiedy trzeba urządzić się w nowo wynajętych, pustych czterech ścianach. Program do obróbki zdjęć opanujemy, gdy zaczniemy przygotowywać kalendarz z własnoręcznie zrobionymi fotografiami, a Movie Maker - jeśli zechcemy wrzucić na blog jakiś filmik.

Dlatego warto stawiać sobie takie wyzwania, które dotyczą spraw naprawdę dla nas ważnych i poważnych. Nie warto natomiast ich mnożyć i wszystkiego, co musimy zrobić w ciągu dnia albo tygodnia, traktować zadaniowo. Taka mobilizacja może szybko przynieść dodatkowy stres, zwłaszcza jeśli rozmaite zaplanowane zadania przestają się nam mieścić w kalendarzu. 

A rozwój? On i tak się dokonuje, nawet jeśli przestajemy o nim myśleć.

7 komentarzy:

  1. Szanowna Pani

    bardzo długo śledzę Pani wpisy na blogu. Należą do stonowanych i przemyślanych wypowiedzi. Dziękuję. R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi czytać ten komentarz. Również dziękuję :)

      Usuń
  2. Ja jednak jestem fanką dyscypliny. Uważam, że zdyscyplinowane życie redukuje stres.Byłam wychowywana dość liberalnie i dopiero w dorosłym życiu wprowadziłam wysoki stopień organizacji. To działa. Mam czysty, zorganizowany dom, z przemyślaną garderobą domowników, ustalonymi porami posiłków i jadłospisem. Oczywiście, że jest w tym miejsce na rozwój osobisty. Jeżeli rano nie marnujesz czasu na szukanie czystych ubrań, kluczy do samochodu, masz czas uśmiechnąć się do dzieci i spokojnie odpowiadać na ich pytania, poćwiczyć pilates, poczytać książkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że - na szczęście - rozwój osobisty jest dany zarówno tym, którzy prowadzą życie uporządkowane, według ściśle przestrzeganych reguł, jak i tym, którzy mają naturę bardziej bałaganiarską. Wiele tu zależy od indywidualnych predyspozycji, Zresztą, akurat w rodzinie zwykle dochodzi do jakiegoś konsensusu. Sztywny plan dnia - choćby stałe godziny posiłków - jest trudny do przestrzegania, kiedy domownicy co dzień wracają o innych porach, natomiast bałagan w rzeczach osobistych rzeczywiście bywa nieznośny i utrudnia życie nie tylko bałaganiarzowi. Wtedy trzeba wypracowywać różne kompromisy...

      Usuń
  3. Ja się odniosę do poprzedniego komentarza: zdyscyplinowane życie może stres nasilać, bo rodzi przymus.
    Życie jest nieprzewidywalne, więc jak stawiamy na pewność, ustalony porządek i kontrolę, to nie ma w nas odporności na sytuacje, które zaburzają nasz ustalony rytm, (w którym czujemy się pewnie i dobrze). I wtedy klops.
    Moim zdaniem w życiu sprawdza się bardziej elastyczność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elastyczność, razem z umiejętnością szybkiego reagowania, jest rzeczywiście cechą bardzo przydatną. Zwłaszcza kiedy ma się dzieci, które potrafią być mistrzami zaskoczeń i niespodzianek.

      Usuń
  4. Jeżeli dyscyplina jest przymusem zewnętrznym to może nasilać stres. Natomiast jeżeli wynika z przyjętego wewnętrznie postanowienia to jest to coś innego. Moja dyscyplina jest praca nad prawidłowymi nawykami. Wstaje 4.30 ćwiczę pilates. Dzięki temu nie bolą mnie plecy i mam więcej energii na cały dzień. Wersja dnia "zostaje w łóżku do 6.30 i biegiem lecę do pracy" jest dużo bardziej stresogenna.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...