piątek, 24 kwietnia 2015

Międzynarodowy Dzień Porządków na Biurkach

Przypada podobno na ostatni piątek kwietnia. Czyli w tym roku - właśnie dzisiaj. Tak przynajmniej wyczytałam. Został wymyślony na potrzeby pracowników wielkich korporacji, żeby raz wreszcie przejrzeli wszystko, co przez rok poupychali w szufladach. Niegłupi to pomysł i chyba wart większego rozpowszechnienia, bo chociaż nie wszyscy jesteśmy - na szczęście - pracownikami korporacji, mamy jednak również biurka w domu. I może nie zaszkodziłoby przejrzeć ich zawartość nawet częściej, niż raz do roku...
To ponoć Einstein jest autorem słynnego zapytania: jeśli zabałaganione biurko ma być dowodem na chaos w umyśle jego właściciela, to w takim razie o czym świadczy puste biurko?
Nie wiem, czy zachowały się zdjęcia biurka Einsteina, lecz z pewnością nie było ono puste.

Biurko - to dopiero mebel! Właściwie, wcale nie jest niezbędne do życia, lecz jeśli już je mamy, naprawdę ułatwia codzienne funkcjonowanie i wiele może powiedzieć o swoim właścicielu, nawet bez otwierania różnych tajnych skrytek. Do tego, bynajmniej nie musi służyć wyłącznie do pracy. Telimena nie pisywała przecież artykułów do czasopism kobiecych. Jeśli już, to najwyżej liściki do wielbicieli, jej biurko natomiast przeszło do historii literatury jako osobisty skarbczyk rzeczy dla właścicielki najcenniejszych. Myślę zresztą, że był to elegancki, empirowy sekretarzyk z mnóstwem przegródek i skrytek, okuciami z brązu i kałamarzem w kształcie orła, również brązowym, ze szklanym naczyńkiem na atrament.

Czasy się zmieniają, mody też, ceny autentycznych, empirowych mebelków przyprawiają o zawrót głowy, ale biurko nadal pozostaje sprzętem bardzo pożądanym, nie tylko w pracy.

A ja właśnie zamierzam kupić sobie nowe biurko. Obecne pochodzi z czasów wczesnoszkolnych - rodzice mi je kupili, kiedy byłam chyba w piątej klasie podstawówki. Jest zgrabne, nieduże, z jedną skrzynią i dwiema dość płytkimi szufladami. Blat ma trochę wytarty, więc postanowiłam, że w czasie wakacji położę na niego nową politurę. Tymczasem jednak  robimy w domu niewielkie przemeblowanie i mąż powiedział, że moje biurko bardzo by mu pasowało. Kiedyś pisał przy nim doktorat. (Ja wtedy miałam potężne, prokuratorskie biurko z okresu międzywojennego. Lubię w meblarstwie styl art deco, ale ten grzmot, chociaż stylowy, wylądował w końcu na strychu, gdyż był przytłaczający. Meble art deco projektowano do wnętrz o zupełnie innych rozmiarach). Niech tam. Moje  uczniowsko-panieńskie biurko trafi więc do męża, któremu się dobrze kojarzy,  ja zaś zaczęłam szukać czegoś nowego. 
Znalazłam. Cudo. W komplecie z krzesłem. Niedrogie. Z drzewa tekowego. Zgrabniutkie. Niby stolik, ale jednak o proporcjach biurka. Tyle, że bez szuflad i skrzyni. Same nogi i blat.
Dramat. Jak żyć bez szufladek, no jak? 

To prawdziwy egzamin z minimalizmu. Chyba go nie zdam. Mniejsza o blat - jest nieco większy, niż w moim obecnym biurku, więc laptop, lampa i rozmaite papiery zmieszczą się bez problemu. Przybornik na długopisy, ołówki i karteczki też. Prace, które sprawdzam, i tak wkładam do teczek, więc mogą stać na regale. Kserokopie i książki powinnam ODKŁADAĆ NA MIEJSCE, zgodnie z zaleceniami (słusznymi!) Marie Kondo. Regał mam tuż za plecami, wystarczy, że się odwrócę. Nie, z blatem nie powinno być problemów.
Ale te szuflady! 
Ja staram się utrzymywać w nich porządek, żeby nie było, że nie. Rzeczy niepotrzebnych może by się tam parę znalazło, lecz w większości wszystko jest potrzebne - klamerki do spinania papierów, ołówki, zapasowe długopisy, wkłady z atramentem do wiecznego pióra, małe notatniki, parę zakładek do książek - gdzie właściwie trzymać cały ten drobiazg papierniczo-biurowy, jeśli właśnie nie w biurku?
A dokumenty? Dyplomy, zaświadczenia rozmaite, umowy, rozliczenia? Leżą sobie spokojnie na półce, zamknięte na kluczyk. Wyrzucić nie wolno, trzeba by znaleźć dla nich nowe miejsce. Wyjęte z biurka, nawet w teczce czy segregatorze, nie dodadzą uroku regałowi.
Właściwie, najłatwiej poradzić sobie z parą kolczyków, która się zaplątała w szufladzie. I tak miała trafić do skrzyneczki z podobnymi drobiazgami.

Niestety, piękne minimalistyczne mebelki mają również mankamenty, a porządkowanie, wyrzucanie i upraszczanie - granice. Chyba jednak nie kupię cud kompletu. Zadowolę się czymś bardziej tradycyjnym, bo to, co zostaje, trzeba gdzieś przechowywać. I nagle szuflada i skrzynia biurka okazują się miejscami wprost niezbędnymi.

A na razie zrobię porządek na blacie. Zacznę od kota, który mi się ułożył za laptopem. Bo moje biurko pełni jeszcze różne dodatkowe funkcje. Na przykład - leżanki dla czworołapych. Zdarza się, że papiery trzeba potem zbierać z podłogi. Dlatego kupiłam coś w rodzaju tacy czy płytkiego koszyczka, w którym bez trudu mieści się format A4. Czworołapym to nie przeszkadza, jeśli się wyciągną na całą długość, taca również wyląduje na podłodze. 

Zadziwiające, jak wielofunkcyjny może być taki prosty mebel. Bo o jedzeniu przy biurku nawet już nie wspomnę.
I dlatego porządek na blacie jest bardzo potrzebny. Żeby kot, wyciągając łapy, nie miał okazji potrącić kubka z herbatą. I żeby herbata nie podlała laptopa, notatek, kserokopii, a już zwłaszcza rachunków do zapłacenia. Bo potem tylko kłopot z wypisywaniem numeru konta. 

Bardzo, bardzo to przydatny mebel. I bardzo opłaca się go uporządkować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...