poniedziałek, 18 maja 2015

Czy minimalizm jest zimny i surowy

Rzadko rozmawiam ze znajomymi o minimalizmie. Nie ma we mnie zapału do nawracania kogokolwiek i uważam, że minimalizm lepiej się praktykuje, niż o nim opowiada. Ale czasem jednak zdarza się. I wtedy zazwyczaj słyszę: przecież to wcale do ciebie nie pasuje! Na pewno nie jesteś minimalistką!
A niby dlaczego?
No, bo... Rozmówcy zbierają argumenty. Bo minimalizm jest taki zimny. Oschły. Minimalista usuwa i wyrzuca. Nie ma foteli ani zwierząt. Do tego jest skąpy. I to w najgorszy sposób, gdyż wobec siebie samego. To sobie przecież i najbliższym odmawia różnych rzeczy, które sprawiają radość. Nie dba o przyjemności. Do knajpy nie pójdzie, do domu nie zaprosi - czy taki w ogóle prowadzi życie towarzyskie?


Wychodzi na to, że minimalista to po prostu krypto-sknerus albo, w najlepszym razie, współczesny asceta, który satysfakcję czerpie głównie z tego, że czegoś nie potrzebuje.
A kanapa w salonie kłóci się z ideą minimalizmu. Sam salon właściwie też. 

W tych rozważaniach o wzorcowym, a więc dość abstrakcyjnym minimalizmie umyka uwagi fakt, że "mało" wcale nie znaczy równocześnie "brzydko" i "smutno", a ograniczanie się ma niebagatelny wymiar pozytywny i nie polega na narzucaniu sobie dobrowolnych umartwień.
Nie będę się tutaj rozpisywać o minimalizmie luksusowym, jaki propaguje pani Loreau. Ani o designerskim, w wydaniu rozmaitych biur projektowych albo kreatorów  mody, bo to nie ta półka. Generalnie jednak, na poziomie codzienności, minimalizm może być przecież znakomitą ścieżką do podniesienia, nie zaś obniżenia  jakości tego, czym się otaczamy.
Zależy, jak się go wykorzysta.
Właśnie wtedy, kiedy mamy niewiele rzeczy, ich wygląd i dobry gatunek nabierają szczególnej wagi. Minimalista przecież nie musi decydować się na opcje najtańsze albo po prostu marne. Rozstrzygająca jest nie najniższa cena, lecz najbardziej korzystna relacja między ceną i jakością. I to we wszystkich dziedzinach -  kiedy wybieramy żywność, kupujemy meble, ubezpieczamy dom albo planujemy urlop.
Taka postawa na pewno nie ma nic wspólnego ze skąpstwem. Trzeba jedynie nauczyć się oceniać, kiedy warto wydać więcej.

Trawestując stare powiedzenie, że biednych nie stać na rzeczy tanie: minimalistów nie stać na zbędne i byle jakie. I to właściwie wszystko. Każdy sam ustala sobie, co jest dla niego zbędne na tym etapie życia, na jakim właśnie się znajduje. Wystarczy trochę prób i cierpliwego testowania. Inna jest optyka singla, inna rodziny z dziećmi; domatorzy mają odmienne preferencje, niż amatorzy częstych wyjazdów. Jeśli przyjmujemy gości, którzy mieszkają u nas przez kilka dni, to musimy mieć dla nich dodatkową pościel i ręczniki. No i miejsca do spania. Jeśli dzieciaki zapraszają kolegów i przesiadują z nimi w ogródku, lepiej trzymać dla tego towarzystwa jednorazowe talerze i sztućce, niż szukać potem w trawie widelców od kompletu. Cudów nie ma, kiedy prowadzi się dom otwarty, do niezbędnego minimum trzeba dorzucić trochę rzeczy nie używanych na co dzień.

A odpowiednia jakość? Tu sprawa trudniejsza, gdyż często, zwłaszcza w przypadku rzeczy bardziej złożonych technologicznie, właściwie nie mamy możliwości, żeby sprawdzić, co kryje się za obietnicami producentów i jak długo wybrany sprzęt będzie nam służył. Ja staram się wtedy działać zdroworozsądkowo: jeśli czytam dane techniczne telefonu i większość jego możliwości nic mi nie mówi, albo wiem, że nie będę z nich korzystać, to szukam czegoś prostszego, bardziej dopasowanego do moich potrzeb. Natomiast jeśli wiem, że w czasie podróży będę coś pisać, a nie wyłącznie sprawdzać wiadomości i pocztę, to kupuję tablet z Windows i jeszcze dodatkowo zewnętrzną klawiaturkę. Tablet ma wtedy możliwości laptopa, a wielkość niedużej książki, mieści się w torebce i nie obciąża ramienia, co ma dla mnie znaczenie nie tylko w czasie wyjazdów.

I tak ze wszystkim. Przy wyborach, co kupić, co zatrzymać, a czego się pozbyć, funkcjonalność niewątpliwie odgrywa rolę pierwszoplanową. A funkcjonalność to podstawowy warunek wygody. Pomiędzy minimalizmem i wygodą nie ma sprzeczności; dotyczy to zarówno rzeczy prostych, jak i skomplikowanych, ubrań i dodatków tak samo, jak mebli i różnych utensyliów domowych. Fotele nie są zbędnym nadmiarem, jeśli dobrze się w nich siedzi, natomiast jeśli nie - to właściwie po co je trzymać? Dla ozdoby? Można znaleźć inne, wygodniejsze, a przy tym pasujące do wnętrza.

I tu w grę wchodzi kolejny czynnik:estetyka. Wbrew pozorom, minimalistyczne wnętrza mogą być i efektowne, i ciepłe, gdyż mając do dyspozycji niewiele elementów, łatwiej je ze sobą harmonizować. Jeśli musimy dopasować do siebie dywany, zasłony, firany, obicia mebli, narzuty i poduszki, to potrzebujemy ekwilibrystycznej zręczności linoskoczka, no i jeszcze odpowiedniego wyboru w sklepach, żeby wszystko razem się zgrało. Jeśli z tego zestawu usuniemy ze dwa, trzy elementy (ja uznałam, że dywany i firany są zbędne), z pozostałymi będziemy mieć mniej kłopotów. Decydując się na niewiele mebli, zwiększamy szanse na utrzymanie jednorodnej stylistyki.  Wybierając wyłącznie meble drewniane, mamy pewność, że bez wielkiego kłopotu uda się je odświeżyć, a w razie potrzeby - poddać renowacji.Takie ograniczenia zawsze mają swój aspekt pozytywny.
Są takie przedmioty, które ujawniają swoją urodę dopiero wówczas, kiedy uwolnimy je z natłoku innych rzeczy wokoło.
A poza tym - to nie ilość rzeczy decyduje, czy wnętrze jest wygodne i miłe dla oka, lecz ich właściwy wybór i wzajemne dopasowanie. Formy i kolory. Dlatego z kilku zaledwie sprzętów można stworzyć całość bardzo harmonijną.



4 komentarze:

  1. Bardzo się cieszę, że powróciłaś do pisania. Nie zaglądałam tu już tyle czasu, wpadłam dziś, a tu TAKA MIŁA niespodzianka. Lubię czytać Twoje przemyślenia, nie są powierzchowne, ale dotykają głębi. Są nietuzinkowe. I do tego piękna, poprawna polszczyzna, nie zawsze spotykana na polskich blogach. Czekam na dalsze wpisy. Pozdrawiam Iza

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo Ci dziękuję za te miłe słowa. To dla mnie zachęta do dalszego pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam napisać dużo, ale co tutaj pisać, skoro ze wszystkim zgadzam się w stu procentach. Zatem komentuję minimalistycznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz zgadzać się ze mną tylko w pięćdziesięciu procentach, a wtedy napiszesz dłuuugi komentarz :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...