poniedziałek, 29 czerwca 2015

Dyskretny urok poradników czyli o fachowym porządkowaniu

Niedawno gdzieś wyczytałam, że Marie Kondo stała się po publikacji swojej książki [KLIK] prawdziwą gwiazdą doradztwa domowo-porządkowego, i to nie tylko w Japonii, a na prowadzone przez nią kursy zapisują się tłumy chętnych. A przecież nie jest jedyna w tym fachu. Rozdziały o najlepszych sposobach na utrzymywanie porządku zawsze były częścią składową rozmaitych poradników domowych, w ostatnich zaś latach dołączyły do nich również programy telewizyjne.
No właśnie. To naprawdę ciekawe, taki trend. Dlaczego ludzie potrzebują guru, który objaśni im, jak najlepiej składać skarpetki?

W gruncie rzeczy, porządkowanie i sprzątanie to czynności, których uczymy się od dziecka.  - Już się nie bawisz? To posprzątaj teraz ładnie zabawki - kto z nas nie zna tej frazy, wielokrotnie powtarzanej przez mamę, babcię albo panią w przedszkolu? Potem sprzątało się książki i ubrania, ba, nawet cały pokój, tocząc z rodziną boje o ciuchy porozwieszane na krzesłach (komu one przeszkadzają, no komu?) i o to, kto schował nie wiadomo gdzie nasze ulubione szmaciane baleriny, które całą zimę spokojnie przeleżały w przedpokoju, a kiedy wreszcie nadeszła wiosna, raptem przepadły. Mama załamywała ręce, porządnicka siostra, z którą dzieliłyśmy pokój, demonstrowała idealny ład w swojej części szafy. Balerinek oczywiście ani śladu, chyba same gdzieś poszły. Problem, jak opanować nieposłuszne rzeczy, angażował wszystkich wokoło. I jakieś rezultaty tych akcji jednak były, gdyż poza skrajnymi, nieuleczalnymi bałaganiarzami oraz ludźmi chorobliwie gromadzącymi wszystko, co im wpadnie w ręce, żyjemy na ogół w mieszkaniach, do których można wpuścić nawet niezapowiedzianego gościa, nie paląc się przy tym ze wstydu. Każdy z nas ma swój indywidualny poziom równowagi pomiędzy porządkiem i bałaganem, czasem jest to powodem scysji albo targów między domownikami, lecz generalnie - porządkowanie należy do czynności może niekoniecznie naturalnych (czy borsuki i inne takie sprzątają swe nory?), jednak głęboko zakorzenionych w kulturze.
Skąd więc ta potrzeba szukania rad i porad?

Chyba kryje się w tym chęć dowartościowania czynności banalnych i prostych, a przy tym dość uciążliwych. Bo nawet jeśli lubimy porządek, to nie znaczy, że lubimy porządkować. Najlepiej, żeby porządek sam się zrobił, a tymczasem, niestety, sam robi się wyłącznie bałagan. Zupełnie bez udziału naszej woli, mimochodem, ot, tak sobie, przy okazji. Natomiast porządkowanie - to już wysiłek. Czasem niewielki, czasem poważniejszy, ale raczej niedoceniany. Bo co to za zasługa: utrzymywać ład w szafach, szafkach i na półkach? Oczywista oczywistość, chciałoby się powiedzieć. Kiedyś od takich spraw była służba.

Lecz jeśli można napisać o tym książkę albo poprowadzić program telewizyjny - to zdecydowanie zmienia postać rzeczy.  Niezdolność poradzenia sobie z utrzymaniem porządku przestaje być wstydliwą przypadłością, ocenianą przez rodzinę i znajomych jako bałaganiarstwo czy wręcz niechlujstwo. Staje się zagadnieniem, które można rozważać metodycznie, szukając najlepszych sposobów rozwiązania problemu. Czy porządkowanie (takie na poziomie własnego mieszkania) może mieć swoją teorię i metodologię? Istnieje ergonomia gospodarstwa domowego, chętnie rozważana zwłaszcza na przykładzie kuchni, jej wyposażenia i rozplanowania, więc można te zasady rozciągać również na szafy, szafki i schowki na różne różności. Wtedy nagle się okazuje, że kieruje nami nie zmęczenie własnym bałaganiarstwem i chomikowaniem, lecz szlachetna potrzeba optymalizacji efektów pracy, włożonej w utrzymanie domowego ładu.

Jednym słowem - jeśli czytamy poradniki, to nie dlatego, że mamy dwie lewe ręce do sprzątania. Po prostu, lubimy do pewnych kwestii podchodzić metodycznie i z namysłem. 
Zawsze coś. Porządki nie muszą być banalne.

Poza tym - w takim szukaniu optimum kryje się jednak szacunek dla rzeczy, to zaś jest cecha, która nie ma nic wspólnego z chaotycznym ich gromadzeniem. W książce Marie Kondo widać to bardzo wyraźnie: po usunięciu z domu wszystkiego, co zbędne, pozostawione ubrania czy sprzęty powinny być traktowane z uwagą i starannością. Pouczenia na temat najlepszego sposobu składania skarpetek mogą nas bawić, podobnie jak rada, żeby po przyjściu do domu wyjmować z torebki wszystkie rzeczy - torebka też musi odpocząć. W takim podejściu ujawniają się pewne różnice kulturowe, lecz baza pozostaje wspólna. Dlatego coś dla siebie znajdą tutaj i minimaliści, i osoby przywiązujące się do swego stanu posiadania - bo przecież, po przeprowadzeniu wszystkich zaleconych działań, pozostają nam tylko rzeczy najlepsze, najbardziej trwałe, sprawiające przyjemność. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...