niedziela, 14 czerwca 2015

Prace miesięcy. Czerwiec

Słoneczny rydwan coraz wyżej pnie się po niebie i niedługo ze znaku Bliźniąt przejdzie w znak Raka. Noce są krótkie i ciepłe. Można przesiedzieć parę późnowieczornych godzin nad jakąś pracą nie cierpiącą zwłoki, potem odkleić się od papierów czy ekranu komputera i spojrzeć za okno, żeby zobaczyć niebo, które ni stąd, ni zowąd stało się nagle dziwnie przejrzyste i z barwy granatowej przeszło w szafir. Ten z kolei szybko blaknie i zamienia się w szarość. Co to, już świt?
A jakże, świt.
Czerwiec to mój ulubiony miesiąc w roku. W czerwcu kwitną najpierw akacje, potem jaśminy i dzikie róże, i nawet w mieście może nas niespodziewanie ogarnąć chmura kwiatowych aromatów.
Dojrzewają truskawki.
Szpaki kręcą się wokół drzew czereśniowych i wiśni-szklanki. Ech... Niedawno zobaczyłam w czyimś ogródku całe drzewo osłonięte firankami. Mam nadzieję, że właścicielom uda się ocalić czereśnie przed atakiem skrzydlatych żarłoków.

W Bardzo Bogatych Godzinkach księcia Jana de Berry czerwiec to miesiąc sianokosów.
Zdaje się, że czerwcowe koszenie łąk odbywało się w całej Europie - w Polsce, na przykład, nieraz narzekano na tak zwane deszcze świętojańskie, które przychodziły zwykle około 24 czerwca i bardzo utrudniały zbiór siana.
Na miniaturze w Godzinkach niebo jest czyste i bezchmurne, trawa - i ta rosnąca, i już ścięta - mieni się rozmaitymi odcieniami zieleni, dziewczęta zaś, zajęte jej grabieniem i składaniem w stogi, ubrane są niemal elegancko, w jasnoniebieskie sukienki z białymi halkami i białe bluzki. Z perspektywy nadwornego malarza nawet takie pospolite i ciężkie przecież zajęcie wydaje się niemalże sielanką.
W tle, za rzeką, której brzeg porastają wierzby, widać mury obronne, otaczające miasto. Wyróżnia się w nim budowla po lewej stronie, ze smukłą wieżyczką-iglicą zwieńczoną krzyżem. Badacze rękopisu rozpoznali w niej Sainte Chapelle, kaplicę wzniesioną z inicjatywy Ludwika IX, około roku 1250, na wyspie Cité na Sekwanie, w samym sercu Paryża.
Hmmm... Czyżby to miało znaczyć, że przed rokiem 1416, kiedy bracia Limburg malowali tę miniaturę, przynajmniej część nadbrzeży w Paryżu miała jeszcze taki sielsko-wiejski charakter? Czy może to jedynie fantazja artystów?

Z Paryża mam sporo wspomnień, chociaż te akurat nie wiążą się z czerwcem, natomiast jeśli chodzi o sianokosy - cóż, w moich włościach, na tych kilkuset metrach kwadratowych kosić trzeba często, i to zaczynając już od kwietnia.  Niedawno syn zaczął mnie namawiać, żebyśmy naszą elektryczną kosiarkę na kabel zastąpili jakimś samobieżnym, elektronicznym cudem.Potem jednak przeszedł się po ogródku i zmienił zdanie. - Wiesz, u nas taka kosiarka chyba by zgłupiała. Ona sama oblicza odległość od różnych przeszkód, na przykład płotków albo krzaków i dalej nie idzie. A tutaj strasznie musiałaby się kręcić. 

No właśnie, zawsze podejrzewałam, że taki automat sprawdza się przy koszeniu pola golfowego albo wielkiego angielskiego trawnika. A u mnie wszystko rośnie trochę chaotycznie, tu krzak jaśminu, tam kępa irysów, pomiędzy nimi jakieś geranium się plącze, a wypielęgnowanego trawnika nie uświadczysz.
Sianokosy będą więc, jakie były, z kosiarką podłączoną do gniazdka w garażu, powtarzane przez wszystkie letnie miesiące, aż do września. Nie są więc żadnym wyróżnikiem czerwca. A zatem, co mogłoby nim być? 
Obecnie zanikła sezonowość wielu prac ogrodniczych, nawet w takich małych, przydomowych ogródkach. Rozmaite mini-szklarnie czy zagony pod folią przyspieszają uprawę i dojrzewanie warzyw - czas zbiorów bardzo się wydłużył - a od kiedy w sklepach ogrodniczych kupuje się sadzonki w donicach, na rabatach można sadzić nawet w pełni rozwinięte, kwitnące róże, co niegdyś było nie do pomyślenia. Nie ma więc powodu, żeby z sadzeniem nowych roślin czekać do jesieni. Właściwie chyba tylko zbiór owoców nie podlega większym zmianom. Są, oczywiście, w każdym gatunku odmiany wcześniej i później dojrzewające, ale jednak dojrzałych jabłek w czerwcu nie zerwiemy.
Za to truskawki - jak najbardziej.
Truskawek teraz nie uprawiam (kiedy miałam niewielki zagonek, mogłam pewnego razu podziwiać wiewiórkę, która buszowała wśród krzaczków, wskakiwała na słupek od płota trzymając owoc w łapkach, tam go zjadała i schodziła po kolejny), ale chętnie jadam i czasem nawet robię z nich jakieś przetwory. Dżem truskawkowy to banał, postanowiłam zrobić truskawki w syropie. Pierwsze podejście już zakończone, kilka słoików stoi na półce. Pora na kolejne. Na szczęście, czerwiec na razie był dość pogodny, więc truskawki są są suche i zwarte. Idealne do wrzucenia w gęsty syrop.

A w czasach księcia de Berry truskawek nie znano. Jeśli damy w książęcym zamku zapragnęły świeżych owoców, mogły skosztować poziomek. Pyszne i bardzo aromatyczne. Tyle, że straszliwie drobne. Ale cóż, przy tej ilości służby, jaka wówczas kręciła się na każdym dworze, do zbierania można było wysłać całą gromadkę dziewcząt. To z pewnością było jedno z przyjemniejszych, czerwcowych zajęć.

2 komentarze:

  1. Tekst przywodzi na myśl książkę "Stary wspaniały świat" Toma Hodgkinsona. Tam również zostały opisane prace (i zabawa) na każdy miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej akurat książki Hodgkinsona nie czytałam, lecz koncept wiązania miesięcy i rozmaitych zajęć, w tym również zabaw, jest rzeczywiście bardzo stary. Był znany już w starożytności i bardzo rozpowszechniony w średniowieczu. Piękne miniatury kalendarzowe z modlitewnika księcia de Berry stanowią podsumowanie pewnej tradycji.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...