środa, 29 lipca 2015

Prace miesięcy. Lipiec

Rytm życia zależy jednak od klimatu, więc w porze największych upałów należałoby oczekiwać jego spowolnienia. A tu nie. Wprawdzie kto może, ten wyjeżdża na urlop, ale tych, którzy muszą pozostać przy swoich obowiązkach, nadal jest niemało. 
W Bardzo Bogatych Godzinkach księcia Jana de Berry lipiec to pora żniw oraz strzyżenia owiec. Tuż za murami zamku w Poitiers wieśniacy zbierają zboże sierpami, a obok, na łące nad strumieniem, para ich towarzyszy wielkimi nożycami ścina owcze runo. Mam nadzieję, że przynajmniej owce były zadowolone z tych działań: w końcu, zawsze to ochłoda w letnim skwarze, a do jesieni sierść zdąży odrosnąć. Zupełnie nie przejęte czekającym je zabiegiem, spokojnie pasą się na trawie. 

Poza tym, jak to u braci Limburg, nastrój jest sielankowy: niebo błękitne, trawa soczyście zielona, łabędzie pluskają się w strumieniu. Poitiers w tamtych czasach (około 1416) było sporym miastem, a zamek książąt Berry nie leżał bynajmniej na odludziu. Ale cóż, ciasnota i zaduch miejskich uliczek w lipcowym upale z pewnością nie były nawet w części tak atrakcyjne, jak świeża trawa na łące (zdążyła już odrosnąć po czerwcowych sianokosach) i chłód strumienia. Malarstwo zawsze bardziej kreuje, niż odwzorowuje rzeczywistość, więc i malarze księcia de Berry poczynali sobie dosyć swobodnie, tworząc te kalendarzowe miniatury. 

Też postanowiłam w tym miesiącu coś wykreować, więc zabrałam się za przekształcanie ogródka. Należało mu się, przez ostatnie lata trochę zdziczał, a do tego uschła piękna śliwa czerwonolistna, najbardziej wyraziste drzewo w masie zieleni. Pech i duża strata wizualna. Nie obyło się bez interwencji fachowca ogrodnika, który ściął i wykopał, co trzeba było usunąć. Potem przyszła kolej na mnie: sadzę, przesadzam, przycinam, zagrabiam, podlewami, i tak w kółko. Różankę zrobiłam klasyczną, róże plus lawenda i szałwia. Podkusiło mnie jednak (zawsze mnie kusi, kiedy wchodzę do sklepu ogrodniczego. Powinnam omijać je szerokim łukiem. Sklepu ogrodnicze są o wiele ciekawsze, niże te z odzieżą, a do tego, roślina po roku, dwóch, pięciu może być o wiele piękniejsza, niż w chwili zakupu, co ciuchom się nie zdarza). Efektem kuszenia jest drzewko hibiskusa syryjskiego, posadzone między różami. Drzewko! Po latach różnych działań ogrodniczych doszłam do wniosku, że w moim ogródku będą wyłącznie rośliny, które nie wymagają żadnych specjalnych zabiegów - poza pieleniem, podlewaniem i nawożeniem, bo bez tego na mazowieckim piasku pozostałby mi tylko perz i nawłoć, która rośnie nawet na betonie. No i teraz zafundowałam sobie cudo, które będę musiała starannie okrywać na zimę, a potem kombinować, kiedy by tu zdjąć okrycie, żeby wiosenne przymrozki nie uszkodziły galązek. Żeby chociaż krzew, z tym łatwiej sobie poradzić, ale nie, od razu drzewko. Taka jest siła urody. Dla towarzystwa dokupiłam mu więc drzewko różane. Skoro mam się martwić, to mogę od razu o dwa. Strategia wiązania i opatulania korony będzie przecież jednakowa.
Takie są oto prace i zajęcia w lipcu, podczas pogody zmiennej, lecz ogólnie zachęcającej do wyjścia w plener. Jeszcze zielnik na mnie czeka. Na lawendę wyruszę z nożyczkami, żeby były zbiory i strzyżenie w jednym...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...